Dzisiaj jest: 19 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Henryk, Mariusz

Rodziny liczą, że Tusk dostanie zarzuty

Trudno zapomnieć to spotkanie z panem Tuskiem, panem Boni, panią Kopacz i innymi osobami, które mieliśmy 7 miesięcy po katastrofie.
details-images

Jego odpowiedzi były wymijające, długie, żmudne i ciężko było tego słuchać, bo tam co moment była nam przedstawiana inna wersja. Raz twierdzono, że  takie są przepisy sanitarne, za chwilę, że Rosjanie zrobili to rzetelnie, następnie, że nie było wolno otwierać tych trumien i trudno było się w tym połapać

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Grzegorz Januszko, ojciec stewardessy Natalii Januszko, która zginęła w katastrofie smoleńskiej.

wPolityce.pl: Był Pan w Moskwie po katastrofie smoleńskiej?

Grzegorz Januszko: Ja nie, bo miałem wówczas złamaną nogę i byłem na wózku inwalidzkim, ale żona była. Uczestniczyła w spotkaniu z Ewą Kopacz i Tomaszem Arabskim i tam padły słowa, których treść była mniej więcej taka: „Dobrze żebyście się przyjrzeli, bo to będzie wasza ostatnia szansa, żeby zobaczyć te zwłoki”. To w pewnym sensie można odebrać jako niezbyt delikatną groźbę. Po drugie są 10- stopniowe procedury, które wypracował Interpol, związane z identyfikacją ofiar katastrof wypadków. I tam naoczna identyfikacja jest na 9 miejscu, przerzedzają ją liczne badania i inie kwestie. Dopiero, kiedy na sto procent już wiadomo, że to jest dana osoba, to się ją pokazuje rodzinie. Tego w Moskwie nie przestrzegano. Tam naoczna identyfikacja była na pierwszym, albo drugim miejscu. To już samo w sobie było barbarzyństwem, związanym z  pośpiechem, by to jak najszybciej zakończyć.

Zarówno Donald Tusk jak i Ewa Kopacz przeszli jednak nad tym bez większego problemu.

Tak. Pani Kopacz albo w ogóle nie zapoznała się z procedurami Interpolu, albo bezkrytycznie zaakceptowała rosyjskie rozwiązania. Tymczasem podczas ostatniego ataku terrorystycznego w Londynie została potracona samochodem i zabita młoda Australijka. Jej matka przyleciała z Australii, ale wdrożono tutaj wspomniane 10-stopniowe procedury. Wyobrażam sobie, że zwłoki osoby potrąconej przez samochód nie były tak zmasakrowane jak wielu ofiar. Tak się robi w całym cywilizowanym świecie, do którego Rosja ewidentnie nie należy. Tym bardziej budzą zdumienie komentarze niektórych polityków i publicystów na Zachodzie, którzy bronią Tuska i stawiają go w roli ofiary. Czy tak były traktowane rodziny osób malezyjskiego samolotu, gdzie większość ofiar była z Holandii?

W Moskwie wyraźnie został wyartykułowany zakaz otwierania trumien w Polsce?

Tak. Zostało to powiedziane w sposób jasny i to przy Rosjanach, by też to słyszeli. Natomiast samo otwieranie trumien jest pewnego rodzaju nieporozumieniem. Tutaj nie chodzi o zobaczenie ciał czy włożenie różańca, lecz o kompleksowe badania sekcyjne, autopsje, które powinny być przeprowadzone. Tak samo, jak były one przeprowadzone w przypadku kierowcy, który zginął w Berlinie czy młodej kobiety, która zginęła w Egipcie. Gdy bowiem ginie za granica polski obywatel, to takie są procedury i wymogi prawa. Słyszałem ostatnio w telewizji pana Święcickiego, który mówił, że przecież jak pojawiły się jakieś wątpliwości, to były ekshumacje przeprowadzone jeszcze za rządów PO. Były, ale tylko po to, żeby kogoś rozpoznać, nie były natomiast przeprowadzone kompleksowe badania tomograficzne i toksykologiczne, nie były też brane fragmenty tkanki kostnej do przeprowadzenia dalszych badań.

Wybuchł wtedy skandal z zamianami ciał w grobach, m.in. Anny Walentynowicz, Platforma próbowała je torpedować i wyśmiewać.

Tak, już wtedy osoby ze ścisłego współpracownictwa pana Tuska mówiły haniebne rzeczy, jak chociażby pan Niesiołowski, który twierdził, że rodziny same powinny zapłacić i powinny być obecne przy tych ekshumacjach, wręcz zmuszone do tego, żeby to obserwować. Nie został za to nawet zawieszonym w prawach członka swej partii. Mówiono o „wykopkach”, a pan Wałęsa o „grzebaniu w umarlakach”. I to są ludzie, którzy afiszują się swą europejskością. Gdyby w Polsce otwarto trumny i przeprowadzono sekcje, moglibyśmy naszych bliskich złożyć do trumien z godnością, w nowych garniturach i mundurach. Tymczasem ich ciała zostały zbezczeszczone i wrzucone do trumien w workach budowlanych.

Pamięta Pan spotkanie z Tuskiem w KPRM?

Tak. Trudno zapomnieć to spotkanie z panem Tuskiem, panem Boni, panią Kopacz i innymi osobami, które mieliśmy 7 miesięcy po katastrofie. Jego odpowiedzi były wymijające, długie, żmudne i ciężko było tego słuchać, bo tam co moment była nam przedstawiana inna wersja. Raz twierdzono, że  takie są przepisy sanitarne, za chwilę, że Rosjanie zrobili to rzetelnie, następnie, że nie było wolno otwierać tych trumien i trudno było się w tym połapać. To tak jak z samą katastrofą, że najpierw były cztery podejścia, później radiolatarnie, a w ogóle najważniejsze, że wina leżała po stronie pilotów. Naprawdę nie zazdroszczę tym prokuratorom, którzy musieli go teraz słuchać.

Po wyjściu z Prokuratury Krajowej Donald Tusk stwierdził, że nie ma się czego obawiać. Skąd ta pewność?

Wydaje mu się, że jest bezkarny. To towarzystwo przez „x” lat było przekonane, że  jest specjalną kastą, wyjętą spod prawa. Okazuje się, że chyba nie. Jeśli dojdzie do tego, że nie będzie żadnych pozwów, to rodziny będą zmuszone przedstawić mu jakieś oskarżenia. Mam jednak nadzieję, że zrobi to prokuratura. Warto tutaj przywołać słynny już cytat pana Millera na pierwszym spotkaniu komisji, która miała badać ten wypadek, że „musimy dotrzeć do takich samych konkluzji, co Rosjanie”. Wiadomo, że oni chcieli wszystko ukartować, żeby to było zamknięte, zakopane, by o tym jak najszybciej zapomnieć. Żeby sobie pogratulować, poklepać po plecach i powiedzieć, że państwo zdało egzamin, a teraz stawiać się jako ofiary. To jest tak obłudne i obrzydliwe, że się w głowie nie mieści. W jakim sensie państwo zdało egzamin, na jakim odcinku?

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

wpolityce.pl