Dzisiaj jest: 19 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Henryk, Mariusz

Małgorzata Wassermann dla Telewizji Republika

Stopień cynizmu i gry politycznej PO ws. Smoleńska jest tak daleko posunięty, że już dalej się nie da.

details-images

Dodatkowym skutkiem jest ogromne cierpienie rodzin, które dzisiaj spotykają się z czymś takim, jak pani Krystyna Kwiatkowska, która nie chce wyznaczać daty kolejnego pochówku swojego męża, bo chce go odnaleźć w innych grobach – powiedziała w wywiadzie z Lidią Lemaniak z portalu internetowego Telewizji Republika poseł Małgorzata Wassermann, której ojciec – Zbigniew Wassemrann – zginął w katastrofie smoleńskiej.

Od listopada do kwietnia stwierdzono dwa przypadki zamiany ciał, w pięciu trumnach znaleziono szczątki innych osób. Dziś dziennik „Fakt” ujawnił, że w grobie gen. Kwiatkowskiego były szczątki jeszcze siedmiu innych ofiar katastrofy. Jak te makabryczne odkrycia skomentowałaby Pani w kontekście słów Bronisława Komorowskiego z maja 2010 r. dotyczące tego, że „państwo polskie zdało egzamin”?

Po pierwsze – konsekwentnie, od ponad siedmiu lat, wytykam błędy, zaniedbania, po stronie urzędników Platformy Obywatelskiej, która niepodzielnie wtedy rządziła. Powtarzam – w zasadzie od czerwca 2010 roku, jako żywy uczestnik tamtych wydarzeń – nie jestem w stanie zidentyfikować żadnego przejawu prawidłowego wykonania obowiązków przez tych ludzi, chyba, że sprawne i szybkie dokonanie skoku na te urzędy, które zostały opuszczone w wyniku śmierci osób w Smoleńsku. Po drugie – nikt z nas nigdy nie domagał się nigdy szybkich pochówków. Nikt z nas nie dzwonił, nie naciskał, że te pochówki mają się odbyć jak najszybciej – to jest po prostu jedno, wielkie kłamstwo. Chcę przypomnieć, że ciała przyjeżdżały w trzech turach, każdy z nas spokojnie i cierpliwie czekał, zdając sobie sprawę z tego, że nie tylko trzeba przeprowadzić to porządnie, ale i nikomu z nas, kto był świadomy, nie przyszło do głowy, że odbyło się to bez bardzo dokładnych badań i pobrania materiału do badań na przyszłość. Od samego początku wskazywaliśmy, co jest robione nie tak – od wyjaśniania podstawy prawnej, przez opieszałość prokuratury.

Chcę przypomnieć jedną rzecz, która często umyka. W aktach sprawy smoleńskiej, na samym początku w pierwszych tomach, jest pismo polskich medyków sądowych, którzy po katastrofie w bardzo krótkim okresie kilku czy kilkunastu godzin, napisali pismo do prokuratora generalnego i ówczesnej prokuratury wojskowej, że „są zebrani, pozostają w gotowości i, że są gotowi do przystąpienia do natychmiastowego badania medycznego ciał ofiar katastrofy”. Mało tego – w aktach sprawy zalega pismo, w którym oni mówią, że nie dostali żadnej odpowiedzi na swoja gotowość i pytają, czy w ogóle są do czegoś potrzebni? Na dodatek – wiedząc już, że nie są potrzebni i wiedząc, że nikt się do nich nie odezwie – wskazują co trzeba zrobić, bo są to czynności niepowtarzalne, czyli wskazują wyraźnie co i jak należy zabezpieczyć i pobrać. To również pozostało bez odpowiedzi.

Nazwijmy rzeczy po imieniu – po prostu ci, którzy dzisiaj twierdzą, że to był „pośpiech”, że „była to katastrofa, na którą nie można było się przygotować”, że to było „coś, z czym nigdy wcześniej się nie zmierzyli” – po prostu kłamią, dlatego, że w Polsce jest mnóstwo specjalistów z przeróżnych dziedzin, w tym jeśli chodzi o badanie wypadków, w tym medyków sądowych, którzy – w przeciwieństwie do rządu Donalda Tuska – nie stracili głowy, tylko natychmiast się zmobilizowali i zaczęli działać, niestety – zostali zlekceważeni.

Ówczesna minister zdrowia, Ewa Kopacz, tuż po katastrofie twierdziła, że „była na miejscu i pracowała”. Z jej ust padły pamiętne słowa „w Smoleńsku przekopano ziemię na metr w głąb”. Wiemy już, że to wszystko to były kłamstwa. Dlaczego politycy ówczesnej partii rządzącej tak kłamali w tej sprawie?

To pytanie trzeba byłoby zadać ówczesnej minister pani Ewie Kopacz, ale nie w taki sposób, w jaki zadają je niektórzy dziennikarze, gdzie ona – uciekając od odpowiedzi – mówiła „o ogromie tragedii”. Trzeba byłoby jej je zadać pod rygorem odpowiedzialności karnej. Wtedy odpowie po pierwsze – kto ją tam wysłał i w jakim charakterze? Jakie miała pełnomocnictwa i przez kogo udzielone? Bo to są bardzo istotne pytania, gdyż – w zależności od tego, co wychodziło na jaw – pani Kopacz zmieniała wersje w jakim charakterze i po co tam była. Zaczynała jako osoba upoważniona, która wypowiadała się i miała kontakt z przedstawicielami w Moskwie, a skończyła jako osoba, która przyjechała do pomocy. Po drugie – na jakiej podstawie Ewa Kopacz udzielała informacji polskiej opinii publicznej oraz nam? Albo używała takich zwrotów „przekopany”, „współpraca”, „ramię w ramię”. Padło też wyjątkowo obrzydliwe zdanie, gdzie Ewa Kopacz powiedziała, że „polscy lekarze mogliby się uczyć od rosyjskich lekarzy”. Ile trzeba mieć w sobie cynizmu, żeby wypowiedzieć takie zdanie w obliczu tego, jak wyglądała rzeczywistość?

Należy też zadać sobie pytanie, czy o tym, że ciała nie były badane, wiedział prokurator generalny, czy wiedział o tym Donald Tusk, czy oni wyrazili zgodę na to, aby te badania nie odbyły się w Polsce? Żadne badanie zagranicą, nie zwalniało polskich prokuratorów od tego, żeby w Polsce zarządzić sekcje, co wynika z tego, że wszczęli własne śledztwo, a zasada bezpośredniości, wynikająca z kodeksu postępowania karnego mówi, że mają obowiązek wszystkie możliwe dowody przyprowadzić samodzielnie.

Wiem, że dzisiaj Donald Tusk, Radosław Sikorski będą próbowali robić z siebie męczenników i mówić, że jest to ich „polityczne ściganie”, ale przypomnę i jest to na nagraniach, że Donald Tusk, nieustannie na nasze pytania odpowiadał „biorę pełną odpowiedzialność za wszystkie decyzje, które tutaj zapadają”, więc sam wziął tę odpowiedzialność i powinien być za to rozliczony. Nie ma w tym żadnej zemsty, tego wymaga rozsądek i sprawiedliwość.

 Proszę pamiętać, że wtedy, kiedy oni w tamtym okresie mówiliby, jak jest naprawdę, mielibyśmy bardzo dużą szansę na wsparcie międzynarodowe, takie, o jakie poprosiła Holandia, o jakie można było poprosić w obliczu rangi tej katastrofy i jestem pewna, że nikt by nam nie odmówił. Trzeba przypomnieć ten moment, kiedy pani Anodina pytała panią Kopacz, czy życzy sobie „czynnika międzynarodowego do wyjaśnienia katastrofy?”, a Ewa Kopacz opowiedziała, że „ufamy braciom Rosjanom”. Jak – w obliczu tego, co wiemy dzisiaj – że strona polska nie była do niczego dopuszczana, istnieją notatki na temat tego, że ta współpraca była bardzo zła od samego początku. To trzeba wszystko wyjaśnić, a skutkiem tego jest to, że minęło siedem lat, a my nadal badamy tę katastrofę, bo oni nie zadbali o to, żeby sprowadzić dowody.

Dodatkowym skutkiem jest ogromne cierpienie rodzin, które dzisiaj spotykają się z czymś takim, jak pani Krystyna Kwiatkowska, która nie chce wyznaczać daty kolejnego pochówku swojego męża, bo chce go odnaleźć w innych grobach.

Kiedy zapadła decyzja o ekshumacjach, część rodzin ich nie chciała, krytykowali to też posłowie opozycji totalnej. W połowie maja poseł PO, Iwona Śledzińska-Katarasińska powiedziała, że „na nawet miałam pretensje do tych rodzin, które bardzo chciały tych ekshumacji, mówiąc, "bo musimy wiedzieć, kto tam leży". „Na pewno ktoś z tej katastrofy” – skwitowała. Jakby Pani odniosła się do tych skandalicznych słów, w sytuacji, w której wiemy, że odkryto wiele przypadków zamiany ciał?

Stopień cynizmu i gry politycznej ze strony członków PO jest tak daleko posunięty, że już dalej się nie da. Spotykałam się z tym przez siedem lat, kiedy oni tę katastrofę mieli wyjaśnić. Spotykam się z tym na co dzień, myślę, że nie ma takiego kłamstwa i ohydnej wypowiedzi, której nie są w stanie wyartykułować tylko do bieżącej walki politycznej. W przypadku katastrofy smoleńskiej – jest to też kwestia strachu nie przed „zemstą”, a rozliczeniem ich za te rzeczywiste działania, dotyczące katastrofy.

Rozmawiała Lidia Lemaniak

telewizjarepublika.pl