Dzisiaj jest: 19 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Henryk, Mariusz

Jürgen Roth ujawnia

Komuś zależało, bym dostał ten raport. Politycy traktują instrumentalnie dziennikarzy. Mogę zdradzić, że było polityczne zainteresowanie,

details-images

żebym otrzymał raport funkcjonariusza BND na temat Smoleńska. Nic się nie dzieje przypadkiem – ujawnia w rozmowie z „Gazetą Polską” Jürgen Roth, niemiecki dziennikarz śledczy i autor książki „Smoleńsk 2010. Spisek, który zmienił świat”.

Autor książki, w której znalazł się sensacyjny raport funkcjonariusza niemieckiej agencji wywiadowczej BND, zdradza, że dokument trafił do niego za przyzwoleniem grupy wpływowych ludzi. Kogo?

 

– Chodzi oczywiście o niektórych niemieckich polityków i pewne osoby w BND. Znam konkretnych ludzi z niemieckiego wywiadu od wielu lat, na tej podstawie wytworzył się między nami pewien rodzaj zaufania. Dzięki temu dotarły do mnie informacje o politycznym zainteresowaniu tym, by raport na temat Smoleńska trafił w moje ręce. Nie jestem oczywiście w stanie stwierdzić, z jakich powodów mogło komuś zależeć na ujawnieniu dokumentu – tłumaczy w rozmowie z „GP” Jürgen Roth.

Odnosząc się do samego raportu Roth podkreśla, że jego informator jest sprawdzonym źródłem i jeszcze nigdy wcześniej nie wprowadził go w błąd.

 

– Nie było jakichkolwiek represji wobec funkcjonariusza, od którego otrzymałem ten raport, chociaż wewnątrz struktur BND każdy lepiej poinformowany człowiek wiedział i wie, o kogo chodzi. Oczywiście niewykluczone, że cała historia opisana w dokumencie jest fałszerstwem, celową akcją dezinformacyjną BND. Zresztą w książce wcale nie twierdzę, że zawarte w raporcie wydarzenia miały miejsce. Nie zmienia to jednak faktu, że sam raport istnieje. Co więcej: mój informator jest sprawdzonym źródłem i jeszcze nigdy wcześniej nie wprowadził mnie w błąd – dodaje dziennikarz.


W rozmowie z „Gazetą Polską” Roth wyjaśnia też, dlaczego nie ujawnił nazwiska polskiego polityka T. Według raportu to on miał zlecić zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dziennikarz odpowiada, że jedną z dwóch przyczyn były względy prawne, gdyż nawet za cytowanie oficjalnego raportu BND groziłyby mu kary za zniesławienie. Ponadto, nie jest to oficjalny dokument, lecz jedynie raport źródłowy pojedynczego funkcjonariusza, sporządzony na potrzeby wewnętrzne.

 

– Ale mogę zapewnić, że odpowiedni ludzie w BND znają to nazwisko – zaznacza niemiecki dziennikarz.

A czy sam Jürgen Roth zna pełne nazwisko polskiego zleceniodawcy?

 

– Znam – podkreśla.

Mówi też, że jest przekonany o istnieniu generała Jurija Desinowa, który miał przeprowadzić zamach w Smoleńsku.

 

– Mój informator spotkał się z Desinowem kilkakrotnie, to mogę potwierdzić – deklaruje.

Całość wywiadu z Jürgenem Rothem już w najbliższą środę w tygodniku „Gazeta Polska”.


Gazeta Polska Codziennie, Gazeta Polska