Dzisiaj jest: 22 Luty 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Małgorzata, Piotr

Ciche dni

Pięcioletnia Ania długo bawi się u swej koleżanki. Nadchodzi pora kolacji. Zwykle w tym czasie spieszyła się do domu. Tym razem ociąga się i wreszcie

details-images

w kąciku nieśmiało prosi koleżankę, by mogła zjeść u niej kolację. Mama koleżanki zaprasza ją do stołu. Po kilku minutach Ania wyjaśnia, że u nich w domu jest niedobrze, że ona nie chce wracać ani do mamy, ani do taty. Zapytana, dlaczego „jest niedobrze”, płacząc odpowiada: „Rodzice już drugi dzień nie rozmawiają ze sobą”.

Ciche dni świadczą zawsze o małości ludzi, którzy je wprowadzają lub się na nie godzą. Znak nieumiejętności przebaczenia. Konflikt, w którym najczęściej zostaje urażona ambicja jednej ze stron, kończy się pozornym milczeniem. W rzeczywistości jest to głośny krzyk świadczący o braku miłości. To ten bolesny krzyk milczących rodziców tak głęboko ranił szukające miłości serce małej Ani. Dziecko doskonale wyczuło, że w domu nie jest dobrze. Nie rozumiało przyczyny, ale czuło, że znalazło się między dwoma sercami, które zamiast pałać ku sobie miłością, promieniowały niechęcią. Odruchowo mała Ania broniąc swego serduszka szukała schronienia za progiem własnego domu, u koleżanki.

Ciche dni są znakiem alarmującym zamierającej miłości. Zamknięte usta wyrażają zamknięte serca. Nikt nie jest w stanie ocenić niezwykle niszczącego działania tej formy zagniewania. Ona prowadzi do narastania niechęci między nimi. Takie milczenie to czas, w którym zło buduje szybko, minuta po minucie, mur wrogości. Kiedy wreszcie ludzie do siebie przemówią, wybudowany mur nie znika, on trwa. Jedynie zostaje w nim zrobiony wyłom. Tego muru nie da się tak łatwo rozebrać. Potrzeba często długich miesięcy, a nawet lat, by go zupełnie usunąć. Jeśli natomiast w międzyczasie znów nastaną ciche dni, zło ma już na czym budować. Wyłom zostaje zamknięty, a zło podnosi i umacnia mur. Stopniowo ludzie stają się dla siebie obcymi, a nierzadko i nieprzejednanymi wrogami.

Kto zna ten mechanizm przechowywania urazy w sercu człowieka, ten zrozumie, dlaczego Jezus na pytanie Piotra: „Ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczył przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” odpowiedział: „Nie mówię ci, aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”. Jezusowi chodzi o to, by Jego uczeń nie gromadził ani jednej cegły, z której można budować mur niechęci wobec innego człowieka. Nie wolno dopuścić do tego, by zło miało minutę czasu na wznoszenie takiego muru.

Kochające serce nie potrafi bić w atmosferze niechęci. Jeśli nie przebaczy, dusi się samo. Ono dla swego zdrowia, dla własnego dobra musi przebaczyć. A już nigdy nie zgodzi się na ciche dni wiedząc, o jakie wielkie wartości chodzi. Nie zgodzi się, by drugi człowiek, którego kocha, miał czas na budowę muru niezgody. To w trosce o niego potrafi „darować nawet wielki dług”, by tylko nauczyć osobę kochaną przebaczającej miłości.

Nawet jeśli druga strona przez milczenie manifestuje swoją niedojrzałość, ten, kto kocha, zachowuje się normalnie i nie pozwala na to, by mur wzrastał. Widząc zaś, jak osoba kochana sama go wzmacnia, natychmiast usuwa układane przez nią cegły. W tej sytuacji mur nigdy nie powstanie. Przebaczyć trzeba siedemdziesiąt siedem razy, to znaczy zawsze.

Przebaczenie nie jest dowodem słabości człowieka, lecz jego mocy. Przebaczający odnosi zwycięstwo. Jego serce dojrzewa, ubogaca się, doskonali w miłości.

Jeszcze nikt nie osiągnął szczęścia w życiu dlatego, że nie przebaczył swoim winowajcom. Ten, kto nie umie przebaczyć, sam zamyka sobie drogę do wolności i prawdziwej radości ducha. Jezus w trosce o nasze szczęście wzywa do przebaczenia.

 

Braterskie przebaczenie

Syn Boga przychodząc do nas, przerzucił most łączący ziemię z domem swego Ojca. Przez odkupienie zaprosił nas do swego rodzinnego domu, jako swoich braci. Wraz z zaproszeniem postanowił nas nauczyć języka, jakim posługuje się On w odniesieniu do swego Ojca. To bardzo ważne, by znać zarówno tematykę rozmów w domu Ojca, jak i sposób ich przeprowadzenia. Stąd Syn Boga zostawił nam taki maleńki słownik, który trzeba możliwie doskonale opanować, by człowiek nie popełnił nietaktów zarówno w odniesieniu do Ojca, jak i do braci. Tym słownikiem jest tekst „Ojcze nasz”. W każdej autentycznie chrześcijańskiej rodzinie ojciec i matka przekazują dziecku słowa Modlitwy Pańskiej tak, by je opanowało na pamięć, i chwała im za to. Przekazują wówczas skarb nad skarby, język umożliwiający nawiązanie kontaktu z Bogiem Ojcem i wszystkimi Jego dziećmi. Niewielu jednak rodziców stać na to, by mądrze w pełni wyjaśnić bogactwo zawarte w tej Modlitwie. Niewielu bowiem rozumie, że ten język nie jest zarezerwowany wyłącznie do rozmów z Ojcem, ale jest językiem Bożej Rodziny, językiem każdej wspólnoty opartej na ewangelicznie rozumianym braterstwie.

Otóż wśród słów, które należą do słownika domu Ojca niebieskiego, jest słowo „przebaczenie”. Jezus pragnie, byśmy prosili Ojca: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Pragnie przez to podkreślić, iż warunkiem przebaczenia ze strony Boga jest nasza umiejętność przebaczenia braciom, którzy nas skrzywdzili.

Warto uważnie przeczytać choćby jedną Ewangelię św. Łukasza i zestawić zawarte w niej teksty o przebaczeniu, aby się przekonać o ich ilości i znaczeniu. Cała Biblia Starego i Nowego Przymierza czytana pod tym kątem odsłania się jako Wielka Księga o przebaczeniu.

Jezus nie tylko mówił o przebaczeniu, On uczył swoich uczniów przebaczenia. Znamienna jest w tym kontekście rozmowa z Piotrem, który miał poważne trudności z przebaczeniem i interesowały go granice, w jakich ma udzielić przebaczenia swemu bratu. Wydawało mu się, że jeśli przebaczy siedem razy, to już dokonał wielkiego dzieła. Jezus gani takie szukanie granic i otwiera przebaczenie na nieskończoność. „Nie mówię ci aż siedem razy, ale siedemdziesiąt siedem razy”.

Chrystusowi chodzi o to, byśmy umieli budować braterstwo żyjące atmosferą domu Ojca niebieskiego, a tam obowiązuje prawo całkowitego przebaczenia. Nie można bowiem budować braterstwa, gdy ktoś wykreśli granice przebaczeniu.

Rzecz jasna, że przebaczenie jest potrzebne dla przebaczającego, jak tlen do życia. Jego serce nie może normalnie pracować, gdy dotyka go paraliż nieumiejętności przebaczenia. Trudniejsza jest odpowiedzialność za tego, komu się okazuje przebaczenie, aby on nie zrozumiał tego jako zielonego światła do dalszego krzywdzenia współbraci.

W przypowieści o nielitościwym słudze Jezus wzywa do głębszej refleksji nad odpowiedzialnością za okazanie przebaczenia, nawet dopuszcza taką sytuację, w której można cofnąć okazane przebaczenie, gdy dostrzegamy, że zostało ono nadużyte i nie tylko nie postawiło tamy złu, ale jeszcze bardziej je rozlało.

Jakże trudno żyć, gdy człowiek w sercu przebacza, bo kocha, a nie może tego przebaczenia objawić, bo ten, który krzywdzi, jeszcze nie dorasta do przyjęcia tego daru. Stąd przebaczając musimy bardzo zabiegać, zwłaszcza modlitwą, o to, by ten, komu przebaczamy, dostrzegł wielkość krzywdy wyrządzonej i wielkość ofiarowanego mu przebaczenia.

Wszyscy wspólnie winniśmy uczyć się trudnej sztuki przebaczania. To jest część trudu przygotowania do wejścia w progi domu Ojca niebieskiego. Tam jest miejsce jedynie dla tych, którzy umieją przebaczyć z całego serca.

Kto rozumie, o jak wielką wartość chodzi w przebaczeniu, ten z łatwością odkryje, iż ta umiejętność buduje, jak cement, braterską wspólnotę. Każdy uraz zachowany w sercu, każda pretensja – dzieli. Przebaczenie działa jak kojąca maść lecząca ranę serca. Uraz jest jak drzazga wbita w ciało i nie pozwalająca zabliźnić się ranie. Trzeba umieć posługiwać się tym lekarstwem leczącym każdą ranę, jaką może świadomie czy nieświadomie zadać nam brat.

Kto umie przebaczać, może być spokojny, iż w jego sercu jest klucz do domu Ojca. Niebo otwiera się przebaczeniem danym i okazanym braciom. Kto ich wpuszcza przed sobą do domu Ojca, może być pewien, że drzwi tego domu otworzą się i przed nim.

Ks. Edward Staniek