Dzisiaj jest: 18 Luty 2018    |    Imieniny obchodzą: Konstancja, Maksym, Bernadeta

państwo mafijne, które działało jak szwajcarski zegarek

Mam już dość tego narracyjnego kołowrotka, który w ruch puszczają niektórzy publicyści, twierdzący, że w kontekście afery Amber Gold Polska była „państwem teoretycznym”,

details-images

służby okazały się nieudolne, a aparat państwowy słaby. Nie! Wszystkie powyższe (i wiele innych) instytucji działały doskonale i nad wyraz sprawnie. Ta szwajcarska precyzja dotyczy jednak państwa mafijnego, gdzie oszuści, bandyci, bezpieka, prokuratura, sądy i rząd żyją w upiornej symbiozie, którą dopiero dziś nazywamy patologią i którą dziś poznajemy od kuchni.

Czego bowiem dowiedzieliśmy się w trakcie wczorajszych przesłuchań Pawła Wojtunika i dzisiaj, kiedy przed komisją zeznawał „anonimowy” funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa. Tego o czym wiemy od dawna. Choćby o tym, że Centralne Biuro Antykorupcyjne jak ognia „bało się” sprawy Amber Gold, a jego szef „nie pamięta”, czy rozmawiał o synu Donalda Tuska z tatusiem. Wiemy już także, że Donald Tusk kłamał, twierdząc w Sejmie, że osobiście wyjaśni aferę. Wyjaśnił? Wczoraj okazało się jak. W gorącym okresie po wybuchu afery, w wakacje 2012 roku, tylko dwa razy zebrało się kolegium służb specjalnych, a tylko na jednym spotkaniu poruszono (przez kilka minut) problem afery, przez którą Polacy stracili ponad 850 milionów złotych. Wiemy już także, że w CBA i  w ABW posiadano pełną wiedzę (i to już w latach 2010 - 2011) o niepłaceniu przez Marcina P. podatków, o fakcie, że był wielokrotnie karany i o tym, że prawdopodobnie, samolotem przejętej przez siebie spółki Jet Air, transferował nielegalnie pieniądze do Niemiec. Pieniądze ukradzione polskiemu państwu.

Mało? Proszę bardzo! Wiemy już także, że Marcin P. miał „kreta” - jeśli nie w samym rządzie Donalda Tuska (słynne, choć ciężkie do udowodnienia zeznania Marcina P. o Jacku Cichockim jako źródle ewent. przecieku), to przynajmniej w ABW. Dziś odczytano notatkę ABW, z której dowiedzieliśmy się, że  Marcin P. mówił, iż o działaniach agencji w kontekście swojej osoby wie od grudnia 2011. Wszyscy pamiętamy nagrania z podsłuchów, w których Marcin P. „pozdrawia” słuchających go agentów ABW. Dlaczego jednak zaczęto go podsłuchiwać dopiero w lipcu 2012 roku? Dlaczego nie zastosowano obserwacji operacyjnej? Dlaczego w końcu tak zabezpieczano dyski w siedzibie Amber Gold, by większość danych nigdy nie została odzyskana? Dlaczego Urząd Lotnictwa cywilnego pomagał budować potęgę OLT Express, a prokuratura dbała o to, by Marcinowi P. nie spadł włos z głowy?

Na te pytania można odpowiedzieć w sposób prosty. Cały aparat państwowy, wymiar sprawiedliwości i „aktyw” urzędniczy pracował na aferę Amber Gold. Pośrednio lub bezpośrednio wspierał działania figuranta, którym w rzeczywistości był Marcin P. Czy wszystkich paraliżował zachwyt prezydenta Gdańska Adamowicza nad biznesami Marcina P.? A może to fakt, że w sprawie występowało nazwisko Michała Tuska, powodował, iż prokuratorzy, drżąc o swoje stołki, woleli sprawy nie widzieć? Czy to dlatego szef gdańskiego lotniska, zblatowany z lokalną Platformą Obywatelską, pozwalał na panoszenie się tam firmy Marcina P. i  ciągnął wspólnie z resztą trójmiejskiego establishmentu samolot OLT Express?

 Wojciech Biedroń

wpolityce.pl