Na antenie Polskiego Radia 24 Dorota Kania przedstawiała szczegóły sprawy, która na początku lat 90. wstrząsnęła opinią publiczną - zabójstwa Piotra Jaroszewicza, byłego premiera PRL i jego małżonki Alicji Solskiej-Jaroszewicz w willi w Aninie nocą z 31 sierpnia na 1 września 1992 r.

- Ta sprawa pokazuje, jak fatalnie działały służby na początku lat 90. Czy to było celowe działanie czy to kwestia dolegliwości wynikających z "transformacji ustrojowej"? Dziś można powiedzieć jedno - zaniedbania były kolosalne i rzutowały na całą sprawę. Wszyscy eksperci, z którymi rozmawiałam, mówili o fatalnej pracy policji. Zabezpieczono m.in. niedopałek papierosa, którego wypalił pracujący na miejscu policjant, funkcjonariusze roznosili również po willi krwawe ślady

- tłumaczyła Dorota Kania.

Dodała, że prokurator nadzorujący sprawę, Zbigniew Goszczyński, w późniejszym czasie, za rządów SLD, został wiceszefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Rozważając, kto stoi za zabójstwem małżeństwa Jaroszewiczów, Dorota Kania przytoczyła słowa jednego z wysokich polityków rosyjskich, który uznał zbrodnię za mord polityczny.

- Pierwszy trop prowadzący do hipotezy mordu politycznego to radomierzyckie archiwa. W Radomierzycach na Dolnym Śląsku znajduje się pałacyk, gdzie w końcu II wojny światowej przyjechało trzech młodych oficerów Jerzy Fonkowicz, Piotr Jaroszewicz i Tadeusz Steć. Te trzy osoby zginęły potem w podobny sposób - w nocy, torturowane - i w żadnej sprawie nie znaleziono sprawców zbrodni

- wyjaśniała redaktor naczelna TV Republika.

W Radomierzycach Niemcy, wycofując się w popłochu, zostawili część archiwów związanych z wywiadem francuskim oraz działalnością służb na terenie Polski. 

- Nie wiemy, ile z tej wiedzy poznali Funkowicz, Jaroszewicz i Steć. Wiemy natomiast, że przechowywali w mieszkaniach dokumenty w języku niemieckim i one zniknęły

- dodała Kania.

Dziennikarka wskazał również na inną hipotezę motywów zabójstwa - teorię "matrioszek".

- Prof. Lech Kowalski mówił, że Jaroszewicz dużo wiedział na temat przeszłości Wojciecha Jaruzelskiego oraz "matrioszek", czyli osób urodzonych w innym kraju i przejmujących cudzą tożsamość. Jaroszewicz uważał, że Jaruzelski był Rosjaninem

- dodała Dorota Kania.

- Jaroszewicz pisał pamiętnik. Ten pamiętnik zginął podczas napadu. Gdy otworzono szafę, znaleziono "wolny od kurzu format A4" co oznacza, że leżały tam jakieś dokumenty. Pod metalową szafą znaleziono dokument w języku rosyjskim - nie opisano go i nie ma go w aktach sprawy. Podobnych historii jest znacznie więcej. W tym pamiętniku miały być zawarte cenne informacje

- wspomniała dziennikarka.

Redaktor naczelna TV Republika mówiła także o liście z kancelarii prezydenta za czasów sprawowania tego urzędu przez Jaruzelskiego. Chciał on przeczytać rękopis książki Piotra Jaroszewicza jeszcze przed jej wydaniem. Podkreślała, że nawet świadkowie mówili o chłodnych relacjach między Jaroszewiczem i Jaruzelskim.

- To za czasów Jaruzelskiego Jaroszewicz był internowany. Zarzucano mu malwersację, niezgodne działania, chciano go obciążyć nadużyciami finansowymi

- powiedziała Dorota Kania.

Dziennikarka trafiła także na informację, że Piotr Jaroszewicz był w Informacji Wojskowej, źle osławionej jednostce Wojska Polskiego, w której służyli również Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak.

Piotr Jaroszewicz miał ogromną wiedzę, znał doskonale ludzi Moskwy, był generałem, Moskwa wolała w pewnych sytuacjach rozmawiać z Jaroszewiczem niż z Jaruzelskim. Jako zaufany człowiek Moskwy musiał mieć informacje nt. Kiszczaka i Jaruzelskiego

 polskieradio24.pl, niezalezna.pl