Dzisiaj jest: 21 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Agnieszka, Inez, Jarosław

Świadectwo muzułmanina, który uwierzył w Jezusa

Na rozkaz ojca ożenił się z kobietą, której nigdy nie widział. Kiedy w Boże Narodzenie urodził się jego pierworodny syn, zrozumiał, że Jezus go nie opuścił.

details-images

Przypominamy niezwykłe świadectwo muzułmanina, który za wiarę w Jezusa gotowy jest oddać życie.

Z chwilą chrztu otrzymał imię Joseph, wcześniej jednak na cześć proroka, który był dalekim przodkiem, nazwano go Mahomet.

- W mojej rodzinie było 10 braci i 10 sióstr. Do tego jeden ojciec i matka. Ojciec, jak w każdej muzułmańskiej rodzinie, był panem i władcą nas wszystkich, z którym się nie dyskutowało. Ja miałem być następcą rodu - opowiadał w Lublinie Joseph.

Jego rodzina była bardzo szanowana, ludzie całowali ich w rękę jako potomków samego proroka. - Byliśmy bardzo dumni z tego i uważaliśmy, że taka cześć nam się należy, jak wiele innych rzeczy - opowiada.

Któregoś dnia nadszedł czas na odbycie służby wojskowej. Przyszli po niego żołnierze i kazali się przeprowadzić do koszar. Tam się okazało, że trafił do pokoju ze starszym od niego mężczyzną Masmudem, który był chrześcijaninem. Kiedy się zorientował, gdzie go przydzielono, poszedł do żołnierza powiedzieć, że to niemożliwe, by on spał z tym człowiekiem w jednym pokoju. Usłyszał jednak, że jedną noc musi wytrzymać. Wcześniej nigdy nie spotkał chrześcijan. Słyszał o nich, że są politeistami, wierzą w trzech bogów i trzeba ich zabijać.

Przez następne dni Mahomet obserwował, jak wszyscy szanują Masmuda i zaczęło się zmieniać jego nastawienie. Myślał sobie: "Jakie to nieszczęście, że ten człowiek jest chrześcijaninem". Zaczął planować, jak nawrócić go na islam. Myślał, że to będzie prosta sprawa. Uważał, że islam jest religią wyższą i prawdziwszą, więc nie będzie problemu, by nawrócić mądrego, szanowanego człowieka na prawdę. - Wyobrażałem już sobie, jakie to będzie święto, jak ów starzec, tak o nim myślałem, przyjmie moją wiarę - opowiada.

Któregoś dnia nie było w pokoju Masmuda, ale na stole leżała książka "Cuda Jezusa".

- Gdy przyszedł, zapytałem go, kim jest Jezus. Usłyszałem, że to ten, którego muzułmanie nazywają synem Maryi. Pomyślałem, że to okazja, by zachęcić go do islamu. Zacząłem rozmowę. Poprosiłem, by przyniósł mi Ewangelię. Chciałem mu pokazać, w którym miejscu Ewangelia jest zdeformowana i zakłamana. Powiedział, że przyniesie mi, ale ma jeden warunek: mam przynieść Koran. Zdziwiłem się. Czytałem co roku cały Koran, więc go znałem, ale nie zastanawiałem się nad nim - opowiada.

Masmud zapytał Mahometa, dlaczego w Koranie jest zapisane, że w niebie na mężczyznę czeka wiele dziewic, które każdego dnia są mu darowane, a o kobietach nic nie ma. Mahomet nic nie wiedział na ten temat. Poszedł do przełożonego i zapytał, co ma robić, by zrozumieć Koran. Usłyszał, że ma przeczytać jakieś 500 książek, do tego historię Mahometa, tłumaczenia różnych ksiąg i do tego wszystkiego tych książek nie ma w bibliotekach. Zrozumiał, że przełożony chce go zniechęcić. Postanowił więc przeczytać Koran raz jeszcze, ale inaczej niż to tej pory, chciał rozumieć to, co czyta. Często nie rozumiał, więc chodził do przełożonego, by mu wyjaśniał, ale zamiast wyjaśnienia miał coraz więcej wątpliwości.

Po 5 miesiącach dotarło do niego, że to nie może być księga Boża. Jest tak niejasna i sprzeczna, że nie może pochodzić od Boga. Postanowił więc sięgnąć po inne książki na temat Mahometa, uznane przez islam. Tam okazało się, że Mahomet zabijał i cudzołożył. Pierwsza żona Mahometa była od niego o 20 lat starsza i on był jej służącym, potem miał 63 żony, z których ostatnią była 6-letnia dziewczynka. To go tak zbulwersowało, że zrozumiał, iż Koran i Mahomet to coś strasznego.

Porzucił islam, ale nie szukał innej religii. Została mu wiara w Pana Boga, ale jakiegoś nieokreślonego.

Któregoś razu musiał opuścić wojsko i udać się do domu. Wtedy Masmud zapytał go, czy dalej chce dostać Ewangelię. Nie zależało mu już na nawróceniu kolegi na islam, bo sam nie czuł się muzułmaninem, ale pomyślał, że Ewangelię może przeczytać. Miał wówczas taki sen, że stał nad rzeką i po drugiej stronie widział mężczyznę. Mahomet czuł pragnienie, żeby dołączyć do niego, ale nie wiedział, jak przejść przez rzekę. Mężczyzna wyciągnął rękę i przeciągnął go do siebie. Powiedział też, że jeśli chce do niego dołączyć, musi posilić się Chlebem Życia. Nie rozumiał tego powiedzenia, ale zapadło mu w pamięć.

Dostał Ewangelię i kiedy ją otworzył, od razu trafił na słowa Jezusa: "Ja jestem Chlebem Życia". Był w szoku. Zaczął czytać. Rozmyślał nad nią i ją rozumiał, jednocześnie poznawał Jezusa i Go pokochał. To uczucie rosło i rosło tak, że stało się pasją.

Po pewnym czasie powiedział Masmudowi, że chce być chrześcijaninem. Chciał też innym powiedzieć o swoim odkryciu, swoją radością podzielić się ze swoją rodziną i bliskimi. Usłyszał wówczas, żeby nie mówił nikomu, bo jak się dowiedzą, to go zabiją.

- "Módl się i proś Ducha Świętego, by dał ci rozwiązanie tej sprawy" - usłyszałem. Jednym rozwiązaniem było opuszczenie rodziny i pójście do prowincji, gdzie żyją chrześcijanie. Oznaczało to ukrycie przed innymi. Masmud powiedział mu, skąd pochodzi i że tam jest wieś chrześcijańska, gdzie można się ukryć. Mahomet się ucieszył i postanowił tam iść. Najpierw jednak chciał ostatni raz zobaczyć rodzinę. Po powrocie do koszar okazało się, że Masmuda nie ma, że niespodziewanie skończył służbę wojskową i wyjechał. Tak Mahomet został sam.

Udał się więc do Bagdadu, by szukać chrześcijan. Myślał, że w kościele przyjmą go z otwartymi ramionami i od razu ochrzczą, ale nikt nie potraktował go poważnie. Tak przez 3 lata został sam bez wspólnoty, tylko z Ewangelią w ręku. W końcu udało mu się znaleźć przyjaciół wśród świeckich chrześcijan, ale księża nie chcieli z nim rozmawiać. Po pewnym czasie odwiedził swój dom i dowiedział się, że za 4 dni jest jego ślub. Taką decyzje podejmuje ojciec i nie można się jej przeciwstawić. Poślubił więc kobietę, której nigdy nie widział. Pierwszy syn urodził się 25 grudnia. Dla niego to był znak, że Bóg go nie opuścił. Jeszcze bardziej zaczął się modlić i prosił przyjaciół chrześcijan o modlitwę, by jego żona też znalazła Jezusa. Wówczas jeden z przyjaciół zaprosił go na kolację, na której był jeszcze ksiądz. To była okazja do długiej rozmowy. Wtedy kapłan się zgodził, by przychodził na Mszę. Czuł się tam tak dobrze, że każdą wolną chwilę spędzał w kościele. Jego żona zaczęła go podejrzewać o zdradę, bo nie było go ciągle w domu. Zaczęła naciskać i wtedy przyznał się, że jest chrześcijaninem. Żona odeszła do swojej rodziny. Mahomet czekał na śmierć. Wiedział, że jak żona powie, iż zmienił wiarę, to jej bliscy go zabiją. Okazało się, że nikomu nie powiedziała. Zgodziła się wysłuchać historii, jak to się stało, że pokochał Jezusa. Zaczął jej czytać, co Koran mówi o kobietach, np. że mają tylko połowę rozumu mężczyzny i że 99 proc. ludzi w piekle to kobiety. Powiedział, że Ewangelia mówi o miłości, a Koran na ten temat milczy. Te rozmowy trwały 1,5 roku. Po tym czasie żona powiedziała mu, że też wierzy w Jezusa. - To było wysłuchanie moich modlitw - przyznaje.

Zaczęli razem chodzić na Msze. W końcu ksiądz zgodził się go ochrzcić. W tym samym czasie przyszła wiadomość, że jego ojciec robi wielkie przyjęcie i ma się na nie stawić. Pojechał. Kiedy dotarł do domu, zobaczył, że jego 5 braci ma pistolety w ręku. Związano go i przyłożono broń do głowy. Ojciec powiedział, że nie pozwala mu przestać być muzułmaninem. Postanowił, że odda go pod sąd. Z łańcuchami na rękach i nogach bracia wsadzili go do bagażnika i zawieźli do odpowiedzialnego za religię szyicką. Powiedzieli, że stał się chrześcijaninem i przełożony miał zadecydować, co z nim dalej. Po naradzie z ojcem odczytano mu orzeczenie, że skoro zdradził islam, trzeba go zabić.

Po tym wyroku wsadzili go znów do bagażnika i udali się do Bagdadu. Był przekonany, że zabiją go po drodze, ale nie zabili, tylko wsadzili do najokrutniejszego więzienia w Iraku. Tam go torturowano przez 3 miesiące. Zadawano mu pytania, do jakiego kościoła chodził, jaki ksiądz tam pracuje i kto go nawrócił. Jezus mu pomógł, by nikogo nie wydał. - Sam się sobie dziwię, że mój duch się nie złamał, choć bolało. Wręcz przeciwnie, czułem w sobie radość - opowiada.

W więzieniu był rok i 4 miesiące. W końcu był tak wycieńczony, że prosił Jezusa o śmierć. Po tej modlitwie przyszli żołnierze, wsadzili go do samochodu, wywieźli za miasto i puścili.

Nic nie wiedział o swojej rodzinie. Udał się do domu, by zobaczyć żonę i dzieci. Bał się, że jego życie małżeńskie uległo zniszczeniu, a tymczasem żona i dzieci czekały na niego. Znajomi myśleli, że był w więzieniu z powodów politycznych. Mahomed z żoną byli jednak świadomi, że zostaną zabici. Prosili księdza, by szybko ich ochrzcił, chcieli zdążyć przed śmiercią. Ksiądz jednak nie chciał, uważał, że to wielkie ryzyko dla całej wspólnoty. Poradził, by opuścili Irak.

Dla nich to była rewolucja. On nigdy nie pracował, nic nie umiał, jego żona nie umiała nawet wody zagotować, zawsze były kucharki. Nie chcieli jechać, bo bali się, że nie będą w stanie się utrzymać. Zdecydowali jednak, że zaryzykują dla Jezusa. Udali się do Jordanii. Myśleli, że tam łatwo dostaną wizę do Europy, jednak tak się nie stało. Po miesiącu dowiedzieli się, że jego rodzina ich szuka, by zabić. Schronienie znaleźli u biskupa w Ammanie, który zgodził się na ich chrzest. Czekali na to wydarzenie 13 lat.

Zaczęli żyć w Ammanie jako prości ludzie. 25 grudnia, w urodziny syna, przyszli przyjaciele i przynieśli prezenty. Młodsza córka bardzo pragnęła też dostać prezent. Tak o to prosiła, że zgodził się i poszedł kupić jej sukienkę. Wtedy na ulicy zobaczył swoich 4 braci i wuja. Dowiedział się, że ojciec nakazał im przywieźć go do domu albo żywego, albo martwego. Wujek wyjął rewolwer, przyłożył mu do piersi i powiedział: "Wy od Jezusa jesteście tacy, że nie ma na was lekarstwa" i wystrzelił. Kula jednak go nie zwaliła, zaczął uciekać. Po kilku krokach upadł i zemdlał. Ocknął się w szpitalu. Lekarz powiedział, że musi wezwać policję, bo to postrzał z rewolweru. Mahomet prosił go, by tego nie robił. Lekarz więc kazał mu uciekać ze szpitala. Dotarł do domu, zabrał rodzinę i wyszedł. Przez 8 miesięcy nocowali co dzień w innym miejscu. W końcu udało mu się wyjechać z rodziną do Francji. Mieszka tam do dziś, ale długo nie zagrzewa jednego miejsca. Wie, że wciąż poszukuje go jego rodzina, by wykonać egzekucję. Mimo to nie boi się opowiadać swojej historii. Robi to szczególnie chętnie w Boże Narodzenie, które dwukrotnie zmieniło jego życie. Raz, gdy urodził się syn, drugi raz, gdy kula wystrzelona przez wuja okazała się nie być śmiertelna.

Agnieszka Gieroba

gość.pl