Dzisiaj jest: 21 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Agnieszka, Inez, Jarosław

Artykuł siódmy i inne strachy

Podobnie jak w zeszłym roku w polityce nie możemy mówić o żadnym przedświątecznym uspokojeniu. Opozycję mocno wsparła „zagranica”,

details-images

„ulica” została jednak w większości w domu. Obóz rządzący po raz pierwszy od prezydenckich wet przemówił jednym głosem.

 

Andrzej Duda podpisał ustawy sądownicze, co ogłosił w bardzo mocnym i podkreślającym sens zmian wystąpieniu. Mateusz Morawiecki znalazł w swoim rządzie idealne miejsce dla Beaty Szydło, stawiając ją na czele Komitetu Społecznego Rady Ministrów. Swoją rolę odegrało też CBA, które w walce z korupcją potrafi zainteresować się nie tylko politycznymi przeciwnikami rządu, lecz i podejrzeniami patologii we własnym obozie. 

Gdy w ubiegłą sobotę główne siły opozycji przedstawiły podczas partyjnych spotkań swoją ofertę Polakom, szybko okazało się, że Platforma ma dla nich wyłącznie straszenie PiS-em. Nowoczesna zaś dodatkowo zaproponować może konflikt wewnętrzny, tlący się po przegranej Ryszarda Petru z Katarzyną Lubnauer w partyjnych wyborach. Nadal trudno też ustalić, jakie są dla wyborców widoki na zjednoczoną opozycję, bowiem wypowiedzi i zachowania liderów pełne są sprzeczności. W Warszawie Nowoczesna godzi się na kandydaturę Rafała Trzaskowskiego, nie chce jednak zacieśniać współpracy w parlamencie. Katarzyna Lubnauer ma alergię na hasło „zjednoczona opozycja”, równocześnie zaś wierzy w siłę takiego politycznego bytu.

 

Obie partie wybierają nowe władze, nie widać w tym jednak żadnego nowego pomysłu, ani przesilenia, rozstrzygającego tlące się spory partyjnych frakcji. W Platformie zrezygnowano ostatecznie z Hanny Gronkiewicz-Waltz, która nie pojawiła się nawet na spotkaniu zarządu krajowego PO. Jednak prezydent Warszawy nadal jest ciepło oceniana przez kolegów, dla których fakty, ujawniane przez Komisję Weryfikacyjną wydają się nie mieć znaczenia. Być może władze Platformy uznały, że tematu zwyczajnie należy nie poruszać, by w żaden sposób nie zaszkodzić mocnej kandydaturze Rafała Trzaskowskiego na prezydenta stolicy.

 

Ciekawszy dla tego ugrupowania obrót sprawy przybrały w Szczecinie. Tuż przed ogłoszeniem kandydata na prezydenta tego miasta z ramienia PO, którym zostać miał Sławomir Nitras, CBA postawiło zarzuty szefowi regionu zachodniopomorskiemu partii, Stanisławowi Gawłowskiemu. Dzień wcześniej podobny los spotkał senatora Prawa i Sprawiedliwości z drugiego końca Polski, Stanisława Koguta. O ile jednak PiS zareagował stanowczo wobec swojego działacza i natychmiast został on zawieszony, Platforma uznała działania służb za element politycznych represji i kolejny raz stanęła murem za swoim członkiem, mającym problemy z prawem. 

Pozostaje podziwiać konsekwencję partii, która wśród swoich wyborczych obietnic umieściła już półtora roku temu likwidację CBA. Już wtedy żartowano jednak, że nie wiadomo, czy ta służba nie zdąży wcześniej zlikwidować Platformy.

 

Dla opozycji pozaparlamentarnej również był to dość trudny tydzień. Mateusz Kijowski ogłosił co prawda sukces mającej służyć jego utrzymaniu akcji „Stypendium wolności”, okazało się jednak, że z pieniędzy większą radość będą mieć dzieci byłego lidera KOD, nie dzięki ojcu jednak, a komornikowi. Kijowski może być zadowolony o tyle, że dzięki kontrowersyjnej zbiórce przekonał się, że nie brak wciąż osób, gotowych wesprzeć go finansowo i stanąć w jego obronie w internetowych dyskusjach nawet w obliczu wszystkich kompromitujących go faktów i wątpliwości. 

O obecnych liderach KOD nie mówi się ostatnio ani dobrze, ani nawet źle, po prostu nic o nich nie słychać. Od kilku miesięcy pierwsze skrzypce grać zaczęli bardziej agresywni, nastawieni nie tylko na słowną, lecz również fizyczną konfrontację Obywatele RP, jednak dzięki mocnemu skojarzeniu tego ruchu z postacią Franciszka Jagielskiego, „Farmazona”, mają dziś oni fatalną prasę i ich czas prawdopodobnie również się kończy. Jagielski stał się obiektem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości po ataku na młodą reporterkę TVP Info. 

Szybko okazało się jednak, że lubiący pozować na silnego człowieka aktywista na sumieniu ma o wiele więcej. Brak uprawnień do prowadzenia działalności ochroniarskiej, nielegalne posiadanie broni, a według najnowszych informacji, zapewne również czyściciel łódzkiej kamienicy – to długa lista „zasług” tej twarzy obywatelskiego protestu. Kłopoty przedstawicieli opozycji z prawem to żadna nowość, nie są też one warunkiem wystarczającym, by zostać wykluczonym z tego doborowego towarzystwa.

 

W środę doszło do podwójnego politycznego przesilenia, związanego z reformą wymiaru sprawiedliwości. Najpierw Komisja Europejska przegłosowała rozpoczęcie procedury wg artykułu 7 wobec Polski, będące następstwem licznych donosów i pielgrzymek polskich opozycyjnych polityków do Brukseli i Strasburga. Gdy działania ich odniosły w końcu częściowy skutek i rozpoczął się kolejny etap psucia przez eurokratów relacji z Warszawą, ogłosili, że jest to smutny dzień dla Polski. Zanim jednak zdążyli dodać, że już dla nich samych – niekoniecznie, kancelaria prezydenta ogłosiła, że o godzinie 17:30 Andrzej Duda będzie miał coś ważnego do powiedzenia. 

Tak mocno przemawiającego prezydenta nie słyszeliśmy od dawna, co wzbudziło duży zawód opozycji, liczącej najwyraźniej, że zawetuje on swoje własne ustawy pod presją unijnego niezadowolenia i wątłych tym razem ulicznych protestów. Na Dudę spłynęło najwięcej hejtu od czasu zawetowania poprzednich ustaw, prezydent z powrotem stał się marionetką PiS dla tych, którzy prywatnie ani na chwilę nie przestali tak o nim myśleć. jednak dawno też nie przeczytał on tylu ciepłych słów od swojego elektoratu z 2015 roku. 

Wiele osób wycofało się z niedawnej krytyki prezydenta, choć nie brak też wątpliwości, czy za środową decyzją nie stoi jakiś układ z PiS, mogący w przyszłości skutkować kolejnymi, trudnymi dla wyborców, decyzjami personalnymi, dotyczącymi planowanej na styczeń głębszej rekonstrukcji rządu. Opozycja kolejny raz ogłosiła koniec demokracji i praworządności, połączony z lamentem o nieuchronnym w tej sytuacji wyprowadzeniu Polski z Unii i strefy Schengen.

 

Za granicą pojawiają się jednak głosy krytyczne wobec antypolskiej ofensywy KE, wskazujące na niepewne polityczne skutki konfliktu z naszym krajem. W wielu państwach narasta niezadowolenie z brukselskiej biurokracji. Tak ostre kroki wobec Polski dostarczają argumentów eurosceptykom i ugrupowaniom o wiele bardziej radykalnym, niż Prawo i Sprawiedliwość. Znajdująca się w kryzysie Unia coraz częściej sięga po kij, mając do dyspozycji mocno kurczące się zapasy marchewki grantów i dotacji. 

Działania eurokratów legitymizują debatę na temat kosztów trwania w strukturze, która tak mocno odeszła od pierwotnych założeń, które przyświecały jej pomysłodawcom. Czy możliwy jest jeszcze powrót do Unii Schumana? Czy ma ona stać się elitarnym klubem kilku państw i milczącej reszty, uczestników drugiej kategorii? Postawom krytycznym bardzo pomagają osoby, które każde, najmniejsze nawet próby zaznaczenia własnej tożsamości i suwerenności, traktują jako działanie równoznaczne z wolą opuszczenia Unii, której w tej chwili nie deklarują w Polsce żadne liczące się środowiska polityczne. Ustawienie konfliktu rząd – opozycja jako sporu przeciwników i zwolenników polskiej obecności w UE jest całkowicie fałszywe, jest to jednak fałsz powtarzany z pełną premedytacją.

 

Gdy jednak opozycjoniści skrzykują się, by publicznie na rozmaitych instrumentach wykonywać „Odę do radości”, ośmieszają idee unijne tak samo, jak wcześniej zrobili to z konstytucją, która, jeśli brać serio ich opowieści, zastąpiła niektórym nawet bajki czytane dzieciom na dobranoc. Czego się nie dotknąć, obrócić w karykaturę – to strategia, w którą wpisują się działania opozycji w przestrzeni miejskiej i wirtualnej. Przy tym stopniu egzaltacji nawet potencjał straszenia Polaków wyjściem z wciąż popieranej przez większość Unii Europejskiej nie przyniesie żadnego skutku. Od abstrakcyjnych lęków, dla wyborców istotniejsza pozostanie walka z korupcją (tym bardziej, że dotycząca również własnych szeregów) czy kontynuacja socjalnej polityki rządu, którą gwarantuje nazwisko Beaty Szydło. 

W piątek komisja weryfikacyjna zdecydowała o nałożeniu na beneficjentów niezgodnej z prawem prywatyzacji tzw. „kamienicy Waltzów” obowiązek zwrotu zarobionych pieniędzy miastu. Hanna Gronkiewicz-Waltz w typowy dla siebie sposób zareagowała odmówieniem komisji legalności i obarczeniem całą winą Lecha Kaczyńskiego. Możemy być pewni, że jej najbliżsi nie rzucą się jeszcze przed Bożym Narodzeniem spłacać swoje zobowiązania. Sprawiedliwość wymaga, aby jednak pieniądze wróciły do miasta. I trafiły do ofiar dzikiej reprywatyzacji, nie do kolejnych prawników, opłacanych z wspólnej kasy, by bronić władze Warszawy.

Krzysztof Karnkowski

PORTAL TVP.INFO