Dzisiaj jest: 17 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Marian, Jan, Antoni

Kto może zostać sojusznikiem Polski w UE oprócz Węgier?

Część państw Unii Europejskiej kieruje się głównie względami politycznymi nie prawnymi – mówi dr hab. Jacek Zaleśny z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

details-images

Do tych krajów zalicza m.in. Francję, Niemcy, Belgię i Holandię. A kto, oprócz Węgier, może w przyszłości pomóc Polsce? Czy Austria może się stać naszym sojusznikiem?

– Polska potrzebuje przychylności sześciu krajów członkowskich UE, by zablokować procedurę wprowadzania 7. artykułu traktatu UE już na pierwszym etapie. Które państwa, poza Węgrami, mogą się okazać naszymi sojusznikami? 

dr hab. Jacek Zaleśny (Instytut Nauk Politycznych UW): Sojusznikami będą państwa, które mają świadomość, że w ramach Unii Europejskiej powinno się zachować własną suwerenność czy coś, co jest właściwością każdego państwa. Trudno właściwie w tej chwili jednoznacznie sprecyzować, może z wyjątkiem Francji, które kraje chciałyby głosować przeciwko Polsce. Liderzy państw UE mają świadomość, że powody, dla których mieliby głosować przeciwko Polsce, nie mają normatywnego umocowania. Nie są istotne z punktu widzenia prawa UE. Mają one charakter polityczny. Mają za zadanie przykryć prawdziwe problemy, jakie występują w UE. Bardziej prawdopodobne jest więc przeciąganie procedury i odwlekanie ostatecznego głosowania, aby nie kontynuować sporu, który nie ma prawnej racji bytu. 

Wspomniał pan o Francji jako pewniaku do poparcia ewentualnych sankcji. Jednak we francuskich mediach pojawiają się już głosy, że właśnie Paryż może się zawahać przy procedowaniu odpalenia „bomby atomowej” jak nazywany jest 7. artykuł. Jest to możliwe ze względu na negocjacje ws. zakupu przez Polskę francuskich łodzi podwodnych. 

Tak, a to świadczy również o tym, że w tym sporze nie chodzi o zagadnienia prawne, bo w żadnym zakresie Unia nie ma kompetencji, aby ingerować w kwestie sądownicze państw członkowskich. Nie są to kompetencje, które państwa członkowskie przeniosły na poziom Unii, a Unia nie ma prawa przypisywać sobie nowych kompetencji. Jeżeli jednak nałożymy na płaszczyznę prawną płaszczyznę polityczną, możemy mieć do czynienia z wieloma scenariuszami. Pamiętajmy jednak, że Francja poczyniła daleko idące gesty przeciwko Polsce, poszła zbyt daleko, by mogła się teraz z nich jednoznacznie wycofać. Raczej spodziewałbym się w tym wypadku długiego procesu „rozmiękczania” już zajętego stanowiska, poszukiwania jakiegoś rozwiązania, które prezydent Francji mógłby przypisać sobie za sukces.

Które państwa podczas głosowania będą się kierować głównie względami politycznymi, a nie prawnymi? 

Do takich państw z pewnością zaliczyłbym Francję, Belgię, Holandię, Niemcy, Luksemburg, Danię i Szwecję. W ich przypadku te kwestie są połączone z bazowaniem na rekomendacji dawanych przez organy Unii Europejskiej, a nieznajomością relacji między prawem europejskim i wewnętrznym danego państwa. 

A co pan myśli o Austrii, w której niedawno zmienił się rząd? Jakie będzie jej stanowisko? 


To jest wielka niewiadoma, bo nowy rząd dopiero wchodzi w politykę europejską. Gdyby Komisja Europejska podejmowała decyzję za trzy, cztery miesiące, wówczas pewnie Austria głosowałaby zgodnie z linią polskiego rządu, ale teraz będzie to raczej kontynuacja dotychczasowej polityki austriackiej, która jest wypracowana i nowej ekipie rządowej z czysto pragmatycznego punktu widzenia wygodnie jest bazować na niej, gdy nie ma wypracowanej własnej polityki. Jednak jestem pewien, że z czasem nowy kanclerz i jego gabinet zrozumie, że jeśli chodzi o Polskę, to zachodzą tu zmiany typowe dla państwa współczesnego. Wskazuje na to zapowiedź polityki, jaką wyznaczył austriacki rząd, tj. np. redukcja długu publicznego, polityka prorodzinna, ograniczenie niekontrolowanej imigracji ludności, która trudno adaptuje się do prawa i kultury państwa, czyli po prostu polityka proaustriacka. Można powiedzieć, że program koalicji austriackiej jest w dużej mierze odbiciem programu polskiego rządu. 

Na ile możliwe jest jednoczesne i równoległe wprowadzenie artykułu 7. dla Polski i Węgier po to, by nie mogły one nawzajem wetować niekorzystnych dla siebie procedur? Takie rady płyną nie tylko z liberalnych i lewicowych środowisk na Zachodzie, ale i w Polsce. 

To jest doradztwo na rzecz pogłębienia konfliktów w Unii Europejskiej. Jeżeli Komisja Europejska będzie się takimi radami kierować, to siłą rzeczy straci zdolność efektywnego działania. To wariant skrajny i nie wynika już nawet z kwestii politycznych, tylko marketingowych. Byłby rozwiązaniem bardzo ryzykownym, jeśli chodzi o jakąkolwiek zdolność do wspólnego działania w UE. Pamiętajmy, że wkrótce zaczynają się prace nad strategią budżetową Unii, a ta wymaga wyjątkowej współpracy na poziomie państw członkowskich i organów UE. Unia Europejska ma rację bytu jako projekt polityczny oparty na kooperacji, a nie wyniszczaniu.

Wprowadzenie sankcji związanych z artykułem 7. na pewno byłoby ciosem dla Polski, ale w dłuższej perspektywie absolutnie nie opłacałoby się to też Unii. Niestety, jedna i druga strona zabrnęły już zbyt daleko. Czy zatem jest teraz możliwe dla obu stron wyjście z twarzą z tej sytuacji? 

Nie, na razie nie. Tę sytuację może wyleczyć jedynie upływ czasu. Napięcie z czasem może maleć i zanikać i utrzymać się na poziomie możliwym do zachowania, z którego nie wynikają negatywne konsekwencje dla uczestników sporu. W ich interesie jest niepodejmowanie radykalnych decyzji. Niczego one nie rozwiązują, a jedynie utrudniają wspólne działanie w wielu innych sprawach, z którymi nie radzą sobie instytucje Unii Europejskiej, jak wspólna polityka bezpieczeństwa, naukowa czy innowacyjność. Niestety, temperatura sporu w znacznej mierze zależna od wydarzeń bieżących, nie związanych ze stroną prawną. Np. dla prezydenta Francji jest to jedna z nielicznych okazji, aby pokazać, że ma na coś wpływ. Czym bardziej nie radzi sobie w sprawach krajowych, tym bardziej szuka jakiś atrap znaczenia w relacjach międzynarodowych, co oczywiście nie ma nic wspólnego z prawem europejskim i jego przestrzeganiem przez polskie władze. Wydarzenia jednorazowe, a nawet przypadkowe mogą ten konflikt podsycać. Właśnie dlatego jego zakończenie jest trudne do przewidzenia.

Sławomir Cedzyński

TVP.info