Dzisiaj jest: 20 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Fabian, Sebastian

Wielkie ssanie złotego

Proponowane przez rząd zmiany w ustawie o NBP otwierają wrota do nielegalnego finansowania partii rządzącej przez bank centralny. Stawką są wybory. – Nawet po zmianie ustawy o NBP hipotetyczne działanie

details-images
ze strony banku centralnego w finansowaniu deficytu, który nie byłby możliwy do sfinansowania, byłoby dalej niemożliwe, sprzeczne z Konstytucją, a także ze znowelizowaną ustawą o NBP i traktatami, które są monitorowane przez Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny – próbował uspokajać wczoraj były minister finansów Jacek Rostowski.

W ujawnionej niedawno rozmowie szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Marek Belka zgodził się na dofinansowanie Platformy Obywatelskiej przez bank centralny w celu wygrania przez nią wyborów pod warunkiem zdymisjonowania ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz wprowadzenia zmian w ustawie o NBP. Rozmowa odbyła się w lipcu ubiegłego roku. Rostowski został zdymisjonowany w listopadzie 2013 r., a wiosną br. rząd podjął prace nad nowelizacją ustawy o NBP.

Założenia do niej Rada Ministrów przyjęła tydzień temu, zaraz po publikacji nagranych potajemnie rozmów. Przewidują one przyznanie NBP prawa do skupowania obligacji skarbowych, czyli rządowego długu, na rynku wtórnym, tj. z rąk banków i instytucji finansowych. Zakupu rządowych papierów przez NBP na rynku pierwotnym (bezpośrednio od rządu) zabrania Konstytucja w art. 220, a także prawo unijne, które zakazuje, przynajmniej w teorii, finansowania przez bank centralny deficytu budżetowego.

Premier Donald Tusk broni się przed zarzutem, że opisana sekwencja zdarzeń była nieprzypadkowa. Zapewnił podczas konferencji prasowej, że rząd podjął prace nad nowelizacją ustawy o NBP na kilka miesięcy przed rozmową Sienkiewicz – Belka.

Tę samą linię obrony prezentuje minister finansów Mateusz Szczurek, powołany w miejsce Rostowskiego. Teraz do tych głosów dołączył były szef resortu finansów Rostowski, który oświadczył wczoraj, że kontrowersyjna nowelizacja ma na celu wyposażenie NBP w dodatkowy instrument reagowania w sytuacji, gdy inflacja spada do bardzo niskiego poziomu, znacznie poniżej celu NBP, pojawia się wręcz groźba deflacji, a dalsze obniżenie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej jest niemożliwe, ponieważ są one bliskie zera. Ponadto nowy instrument mógłby być używany, zdaniem Rostowskiego, gdyby nastąpił kryzys systemu finansowego.

Według Jerzego Bielewicza, finansisty, przyznanie NBP prawa do zakupu rządowych papierów dłużnych jest zmianą o charakterze ustrojowym.

– Bank centralny reguluje ilość pieniądza w obiegu przez operacje otwartego rynku, tj. emituje własne papiery wartościowe (bony, obligacje), gdy chce ściągnąć nadmiar pieniędzy, a gdy chce zwiększyć ilość pieniędzy w obiegu – wykupuje te papiery od nabywców, głównie banków. Tymczasem w tej nowelizacji nie chodzi o skup własnych papierów NBP, lecz papierów dłużnych rządu na wtórnym rynku, czyli z rąk banków i instytucji finansowych. Tej operacji nie da się zatem zakwalifikować jako operacji otwartego rynku. To całkiem nowy instrument. Jego zastosowanie powoduje, że środki z NBP mogą pośrednio służyć finansowaniu deficytu budżetowego – tłumaczy Bielewicz.

Ekonomiści zwracają uwagę, że zakaz lokowania składek emerytalnych w obligacje skarbowe, który towarzyszył przejęciu przez ZUS części obligacyjnej OFE, skończył się tym, czym musiał się skończyć, tj. ograniczeniem grona chętnych do zakupu rządowych papierów dłużnych. Jeśli popyt na obligacje spada, spada ich cena, czyli to, co rząd uzyskuje ze sprzedaży, natomiast rośnie rentowność, tj. procent, jaki rząd musi płacić za pożyczkę. Rządowi coraz trudniej rolować długi. Tymczasem żeby Platforma wygrała wybory, Kowalski musi poczuć pieniądze w kieszeni, nie wystarczą mu już stadiony i autostrady – jak przekonuje w ujawnionych rozmowach Sienkiewicz. Dla banków takie „luzowanie monetarne” w postaci wykupu przez bank centralny posiadanych przez nie obligacji skarbowych z odpowiednim procentem to zapowiedź bezpiecznych zysków z obrotu obligacjami (tak samo wcześniej robiły OFE).

– W tej sprawie widać zbieg interesów rządu i sektora bankowego. Banki także potrzebują na gwałt płynności, bo są w trudnej sytuacji z powodu kredytów frankowych, polisolokat, opcji walutowych. Obopólny interes polega na tym, że rząd będzie mógł finansować swój deficyt, a banki będą miały zysk bez ryzyka – tłumaczy finansista.

– Podobna operacja „luzowania monetarnego” prowadzona w USA i eurostrefie nie doprowadziła do pobudzenia gospodarki, natomiast napędziła bankom potężne zyski z państwowej kasy. Ceną, jaką płaci społeczeństwo, jest rosnące zadłużenie publiczne, zmniejszanie wydatków socjalnych oraz spadek wartości depozytów obywateli – ocenia Bielewicz. Zwraca też uwagę, że w Polsce operacja luzowania ma dodatkowy aspekt, a mianowicie spowoduje gigantyczny transfer środków z Polski za granicę.

– Kraje zachodniej Europy i Stany Zjednoczone sponsorują w ten sposób własne banki, tymczasem banki w Polsce nie są polskie i dodatkowe zyski sektora bankowego będą transferowane za granicę – zwraca uwagę Bielewicz.

Małgorzata Goss

naszdziennik.pl