Dzisiaj jest: 19 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Henryk, Mariusz

Niewiedza ekonomiczna obywateli może doprowadzić Polskę do bankructwa

Niestety prawdą jest, że większość społeczeństwa nie ma elementarnej wiedzy ekonomicznej, co skutkuje wyborami takich, a nie innych ekip rządowych, które od 24 lat zadłużają nasz kraj na potęgę.

details-images
Wynika to przede wszystkim z braku edukacji ekonomicznej naszego społeczeństwa.

Gdyby każdy Polak wiedział/rozumiał, co to jest deficyt budżetowy, budżet państwa, dług publiczny itp., to byśmy mieli bardziej świadomych obywateli, którzy nie daliby się zwieść tak łatwo partiom, które obiecują gruszki na wierzbie. Edukacja ekonomiczna powinna być prowadzona w szkołach (bierzmy przykład z Czechów).
Poza tym telewizja publiczna powinna realizować cykl programów, które wyjaśniałyby podstawowe pojęcia i zjawiska gospodarcze. Jeśli nadal Polacy będą poparciem obdarzali populistów, którzy będą dalej zadłużać Polskę, to prędzej, czy później nasz kraj czeka bankructwo.  Najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że sami sobie zgotujemy ten los poprzez bierność, głupotę, lenistwo i łatwowierność wobec politykierów. Pora się przebudzić z tego Matrixa i zacząć postępować racjonalnie.

Jak to często mawia Robert Gwiazdowski: „Ludzie postępują rozsądnie dopiero wówczas, gdy wszystkie inne możliwości zawiodą”. Doszliśmy właśnie do takiej ściany. Społeczeństwo musi zacząć myśleć o Polsce jako dobru wspólnym nas wszystkich, którego nie można zadłużać, bo to nasza własność, a o własność się dba.
Poniżej postaram się omówić w prosty sposób kilka pojęć ekonomicznych, które każdy obywatel znać powinien. Dla większość czytelników, to oczywista oczywistość, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto takiej wiedzy nie posiada.
Budżet państwa - Państwo samo w sobie nie ma pieniędzy. Środki zdobywa przede wszystkim poprzez ściąganie pieniędzy od swoich obywateli w postaci podatków. Zdaniem jednego z ekspertów z Centrum im. Adama Smitha: z każdej wpłaconej do budżetu złotówki, do obywatela wraca 20 gr. Czyli krótko mówiąc, państwo zajmuje się tak wieloma rzeczami, że nie robi tego dobrze.
Deficyt budżetowy -  Od 24 lat każda z ekip rządzących uchwalała budżety z deficytem, czyli uchwalała budżety, w których wydatki były zawsze większe od dochodów. Tak powstawało zadłużenie przez te wszystkie lata. Nasze państwo jest już zadłużone na ponad 800 mld zł (tylko obecna ekipa rządowa zadłużyła nas na ponad 300 mld złotych).
Politycy będący u władzy zadłużają Polaków wbrew ich woli, aby tylko utrzymać się na stołkach i nie myślą w ogóle o przyszłych pokoleniach. Gdyby w ten sposób zadłużał się obywatel, to dawno nie miałby środków do życia. A ministrowie finansów tak postępujący są bezkarni… Pieniądze nie rosną na drzewach, więc długi zaciągnięte przez polityków będziemy spłacać my wszyscy, a także nasze dzieci i wnuki. Czas powiedzieć takim działaniom stanowcze: STOP!
Sam koszt odsetek od zadłużenia państwa wynosi już ok. 40 mld zł rocznie (my go ponosimy w podatkach). Jest to ogromna kwota, którą można porównać np. do dochodów państwa z podatku dochodowego płaconego przez obywateli, albo do 2/3 wydatków, które ponosimy na całą służbę zdrowia! W Polsce mamy już ok. 500 tysięcy urzędników, którzy kosztują nasz budżet, czyli wszystkich ludzi jakieś 30 mld zł. rocznie! W dobie komputeryzacji mamy 3-4 razy więcej urzędników niż za czasów PRL-u. Zastanówcie się, czemu tak dużo urzędników przybyło? Jest na to proste wytłumaczenie… Im więcej urzędników, tym więcej stanowisk „pracy” dla ludzi powiązanych z władzą i ich potencjalnych wyborców wraz ze swoimi rodzinami. Taka jest prawda.
Ludzie pracujący w sektorze budżetowym, czyli urzędnicy są opłacani z naszych podatków, czyli z tego wszystkiego co wypracuje reszta pracowników w sektorze prywatnym. Gdybyśmy powiedzmy 10 mld zł wydali na rozwój badań naukowych i innowacje, a nie na pensje (premie) urzędnicze, to mielibyśmy zapewniony rozwój i dochody w latach kolejnych, ale po co o tym pisać, skoro lepiej rozdawać kasę swoim kolesiom na premie itd. U nas politycy nie myślą niestety o przyszłości, więc pieniądze przejadają zamiast inwestować w coś, co mogłoby przynieść korzyści całemu społeczeństwu w niedalekiej przyszłości.
System emerytalny - Państwo oszukuje ludzi mówiąc, że jeśli płacisz składki emerytalne, to oszczędzasz na emeryturę! Jest to w rzeczywistości podatek, który jest przekazywany obecnie pobierającym emeryturę. Te pieniądze są wydawane od razu na bieżące świadczenia obecnych emerytów. W rzeczywistości sami nic nie oszczędzamy! Państwo tylko zapewnia nas, że przyszli pracujący na podobnej zasadzie będą płacić na nasze emerytury, ale jest ich coraz mniej i na poprawę nie ma co liczyć. Na obecnie pobierającego emeryturę pracuje ok. 4 osób, po 2020 roku będzie to ok. 2 osób, a za kilkadziesiąt lat na emeryturę seniora będzie pracował jeden pracujący. Matematyki nie da się oszukać i ten system upadnie. W obecnym systemie politycy mogą jeszcze przedłużać agonię ZUS-u np. poprzez wydłużanie wieku emerytalnego, czyli de facto skutkującego tym, że człowiek będzie pobierał emeryturę krócej, albo mogą jeszcze nastąpić cięcia świadczeń.
Politycy mogą sobie podnosić wiek emerytalny i do 100 lat, ale jak nie rozwiążą problemu, którym jest brak pracy, to nic to nie pomoże. Zwłaszcza, że bezrobocie zbliża się już do 15%, mimo, że 2 miliony Polaków wyjechało za granicę. Także przy obecnym stanie gospodarki nie ma szans na wzrost dzietności, który mógłby jeszcze przedłużyć agonię ZUS-u. ZUS w zasadzie jest bankrutem, bo mimo, że ludzie płacą składki na emeryturę, to tak czy siak brakuje pieniędzy i to dużych i resztę muszą dopłacać wszyscy ludzie w postaci podatków.

Pora powiedzieć ludziom prawdę, że ten system emerytalny jest nie do utrzymania. Sensownym rozwiązaniem w tej sytuacji wydaje się być emerytura obywatelska (system kanadyjski), czyli stosunkowo niska i równa emerytura na poziomie np. 1200 zł dla każdego obywatela po osiągnięciu określonego wieku np. 67 lat.  Jeśli nie zmienimy systemu emerytalnego, to grozi nam gerontokracja, czyli ustrój, w którym o losie państwa decydować będą ludzie starsi, którzy za obiecanki o wzroście poziomu emerytur wbrew logice będą głosować na populistów. W dłuższej perspektywie doprowadzi, to kraj do poważnych problemów demograficznych i gospodarczych.
Andrzej Sadowski o emeryturze obywatelskiej: http://www.youtube.com/watch?v=DOELIf-cQgk
A teraz kilka słów ode mnie na temat aktualnej sytuacji budżetowej Polski, bo dużo się ostatnio działo. Sejm zawieszając pierwszy próg ostrożnościowy dał zielone światło na dalsze zadłużanie się kraju. Jest jeden prosty patent, który może utemperować polityków. Trzeba po prostu wpisać do konstytucji nakaz uchwalania budżetu bez deficytu. Jest to prosty i skuteczny sposób na to, aby politycy nie doprowadzili naszego kraju do bankructwa. Jedynym odstępstwem od tego mogłoby być zadłużenie na potrzeby wojenne lub walkę z klęską żywiołową (najlepiej jakby o tym decydowali obywatele w referendum przeprowadzonym w internecie). Generalnie państwo powinno w lepszych czasach mieć nadwyżkę, którą będzie przeznaczać na niespodziewane wydatki  w latach przyszłych.
„Szwajcarzy w swojej konstytucji: Rozdział 3 Ustrój finansowy, Artykuł 126 Zarządzanie finansami [ 13 ]
1. Federacja zachowuje trwałą równowagę między swoim wydatkami i dochodami.
2. Unika ona jakiegokolwiek niedoboru w swoim bilansie, uwzględnia przy tym sytuację gospodarczą.”

Bierzmy przykład ze Szwajcarów.
Jeśli będziemy ignorować problem zadłużenia, to czeka nas pewnie w ciągu 10 lat los Grecji. Zadłużając się coraz bardziej, będziemy coraz więcej wydawać na same odsetki, aż dojdziemy do momentu, że np. połowę budżetu będziemy przeznaczać na odsetki od długu publicznego. Pora powiedzieć tak nieodpowiedzialnej polityce STOP!  Oprócz wprowadzenia nakazu budżetu bez deficytu, konieczna jest także zmiana ordynacji wyborczej.

Pora na zmiany! Jeśli pozostaniemy bierni, to nasz kraj zbankrutuje, a nasze dzieci będą nas przeklinać, że to my za pośrednictwem politykierów zgotowaliśmy im piekło na ziemi. Mamy wszelkie szanse, aby w ciągu 5-10 lat nadgonić gospodarki zachodnie. Wystarczy, że uwolnimy przedsiębiorczość, uprościmy prawo, zlikwidujemy większość biurokracji, zmniejszymy podatki itp. i nasz kraj będzie miał potencjał na rozwój na poziomie nawet 10% rocznie. W ciągu 5-10 lat możemy ładnie nadgonić bogatsze kraje europejskie. Ludzie wreszcie mogliby odczuć, że pensje będą bardziej satysfakcjonujące, a nie tylko głodowe. Piotr Duda twierdzi, że to właśnie liberalizm doprowadził naszą gospodarkę do ruiny. Niestety pan przewodniczący się myli, bo żyjemy w socjalizmie z domieszką „bankokracji”, biurokracji  i „korporacji”.  Z wolnym rynkiem nie ma to za wiele wspólnego.
Prof. Krzysztof Rybiński o socjalizmie w Polsce:
„Przyjmijmy następującą definicję: jeżeli więcej niż połowa społeczeństwa funkcjonuje w sektorze publicznym, to mamy socjalizm, a jak w prywatnym, to mamy kapitalizm. Policzmy, jak jest w Polsce. Polaków jest oficjalnie 38 milionów, a faktycznie około 36 milionów, bo dwa miliony wyjechały. Zatem prawie 60 proc. Polaków funkcjonuje w sektorze publicznym albo w nim się wychowuje, uczy, pracuje albo pobiera z niego świadczenia. Zgodnie z moją definicją ciągle więc żyjemy w socjalizmie, mimo ponad 20 lat transformacji. Nawet gdyby wszyscy bezrobotni znaleźli pracę, to liczba osób zależnych od sektora publicznego wyniesie 19,5 miliona i ciągle będziemy mieli socjalizm. Jedynym sposobem skończenia z socjalizmem jest prywatyzacja.”
Chciałbym odnieść się jeszcze do wliczania dochodów z prostytucji i handlu narkotykami do PKB krajów UE. „ Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha stwierdził, że UE chce wliczać przestępczość do PKB, aby lepiej wypaść na tle innych gospodarek. Tylko trzeba pamiętać, że gdy kraje Ameryki Południowej doliczą narkobiznes do swoich gospodarek, bez wątpienia pokonają w tym zakresie kraje UE”. Jak widać kreatywność eurokratów nie zna granic. Proponuję jeszcze wliczyć do PKB głupotę i łapówki, a statystyki z pewnością się poprawią. Z tym, że będą, to statystyki, które nie oddają obrazu rzeczywistości, a służą tylko w celach propagandowych. Eurokraci… Nie idźcie tą drogą!

 
                

Marcin Pociecha

Marcin Pociecha

Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

wGospodarce.pl