Dzisiaj jest: 19 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Henryk, Mariusz

Dobry zwyczaj, od MFW nie pożyczaj

Wszyscy przyzwyczaili się już, że  Węgry są w Unii Europejskiej „niepokornym chłopcem”, który nie pozwala deptać  swojej suwerenności. Tym razem Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma wyjątkowo  twardy orzech do zgryzienia.

details-images
Węgry zapowiedziały bowiem, że chcą nie tylko  szybciej spłacić zaciągniętą w MFW pożyczkę, ale i zamknąć jego  przedstawicielstwo w Budapeszcie.

 

Prezes węgierskiego banku centralnego   Gyorgy Matolcsy poinformował, że Węgry rozważają szybszą spłatę pożyczki, jaką  zaciągnęły w MFW. W liście skierowanym do szefowej MFW Christine Lagarde  podziękował jej za udzieloną pomoc, informując zarazem, że Węgry  najprawdopodobniej spłacą ostatnią ratę pożyczki  w wysokości około 2,2 mld  euro przed końcem tego roku, choć termin upływa z końcem marca 2014 r. To jednak  nie wszystko. Po spłacie pożyczki dalsze istnienie przedstawicielstwa MFW w  Budapeszcie prezes banku centralnego Węgier uważa za niepotrzebne.

 

Największe wsparcie Węgry otrzymały od MFW w  2008 r., gdy stały na krawędzi bankructwa. Rządzącym wówczas socjalistom z  Węgierskiej Partii socjalistycznej MFW, Bank Światowy i instytucje unijne  udzieliły kredytu w wysokości 20 mld euro. Jednakże w 2010 r. premier Viktor  Orbán zdecydował o nieodnawianiu porozumienia z kierowaną obecnie przez Lagarde  instytucją. Orbán wielokrotnie krytykował MFW za metody walki z kryzysem. We  wrześniu 2012 r. stwierdził: Lista żądań MFW jest długa i nie jest zgodna z  interesami naszego narodu. Nie zamierzamy przeprowadzać głębokich cięć  budżetowych, zwłaszcza w szkolnictwie, opiece zdrowotnej i transporcie  publicznym. Nie będziemy zmniejszać zasiłków rodzinnych, podwyższać podatku  dochodowego i podatku od nieruchomości, zmniejszać emerytur, zwiększać wieku  emerytalnego. Nikt nie będzie nam dyktował, co i kiedy mamy prywatyzować. Dodał też, że przyjęcie kolejnych pożyczek od MFW „uderzałoby w węgierskie  społeczeństwo”.

 

Węgry znalazły się na celowniku Brukseli  także z innych, niż finansowe, powodów. Na początku lipca bieżącego roku w  Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie nad raportem Komisji Europejskiej,  krytykującym nowe rozwiązania konstytucyjne na Węgrzech. W raporcie znalazło się  40 wskazówek dla węgierskich władz, jak mają postępować. W raporcie poddano  krytyce niektóre rozwiązania konstytucyjne, w tym tzw. czwartą poprawkę,  wprowadzoną w tym roku, wezwano do ograniczenia reform konstytucji oraz do  regulowania takich dziedzin, jak rodzina, sprawy socjalne, fiskalne i budżetowe  zwykłymi ustawami (ergo  nad którymi łatwiej przejść do porządku  dziennego). Przeciw raportowi głosowała większość polskich europosłów, z  wyjątkiem, rzecz jasna, SLD, które w reformach na Węgrzech widzi „zagrożenie dla  demokracji”. Europosłowie z innych ugrupowań krytykowali raport za podwójne  standardy, nieprawdziwość zarzutów, nieobiektywność, a także „lewicową  histerię”.

 

Unijna komisarz sprawiedliwości Viviane  Reding oskarża Węgry o szereg naruszeń unijnych przepisów, w tym zasad  demokracji i państwa prawa. Tzw. czwarta poprawka, wprowadzona do węgierskiej  konstytucji w marcu tego roku, jest głównym obiektem pretensji ze strony UE.  Przewiduje m.in. prawo parlamentu do decydowania, które organizacje wyznaniowe  zostaną przez państwo węgierskie uznane jako Kościoły oraz ogranicza kompetencje  Sądu Konstytucyjnego. Ponadto poprawka zakazuje prowadzenia kampanii  przedwyborczej w mediach komercyjnych, a także umożliwia władzom lokalnym  karanie mandatami albo aresztowanie osób bezdomnych przebywających w miejscach  publicznych. Poprzedni spór Węgier z UE w zeszłym roku dotyczył ograniczenia  niezależności urzędu ds. ochrony danych osobowych i banku centralnego oraz  obniżenia obowiązkowego wieku emerytalnego sędziów z 70 do 62 lat.

 

Węgierski rząd z premierem Orbánem na czele  podejmował w niedalekiej przeszłości szereg demonstracyjnych kroków, mających na  celu zamanifestowanie wobec władz UE samodzielności Węgier w podejmowaniu  dotyczących ich decyzji. Nie inaczej postrzegać należy obecną deklarację prezesa  węgierskiego banku centralnego. Nie posiada ona bowiem finansowego, czy też  gospodarczego znaczenia, ponieważ pożyczka zostanie przez Węgry spłacona  najwyżej pół roku przed przewidzianym terminem. Pociągnęła jednak za sobą, wraz  z możliwością zamknięcia przedstawicielstwa MFW, bardzo poważny wydźwięk  dyplomatyczny. Oznacza brak zgody na próby globalnego narzucania warunków  finansowych i budżetowych, na swoiste centralne planowanie, które próbuje  realizować MFW, w myśl tego, co stwierdził w swej książce historyk Uniwersytetu  Georgetown, profesor Carroll Quigley: „Elity kapitału finansowego posiadają  długoterminowy plan realizacji ostatecznego celu, którym jest kontrola nad  światem poprzez ustanowienie jednego systemu finansowego. Ta machina ma być  nadzorowana przez małą grupkę, która będzie zdolna rządzić strukturami  politycznymi i światową gospodarką (Tragedy & Hope, 1966 r.)”

 

Joseph Stiglitz, były główny ekonomista Banku  Światowego w 2000 r. stwierdził: „Mówi się o nadzwyczajnej arogancji  Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Powiada się, że MFW nigdy nie próbował  nawet wsłuchać się w głos szukających jego pomocy państw rozwijających się; że  polityka MFW jest tajna i niedemokratyczna. Mówi się, że stosowana przez Fundusz  gospodarcza „metoda leczenia” bardzo często prowadzi do zaostrzenia istniejących  problemów: od rozwoju do stagnacji, od stagnacji do recesji. To wszystko  prawda”.

 

Z ujawnionych przez Stiglitza dokumentów, a  także z wydanej w 2004 r. książki Johna Perkinsa „Confessions of an Economic Hit  Man” (wydanie polskie „Hit Man. Wyznania ekonomisty od brudnej  roboty”, Warszawa 2006) wynika, że MFW żądał od państw ubiegających się  o pomoc podpisania umowy zawierającej ponad sto artykułów. Należały do nich  zobowiązania sprzedaży kluczowych dla państwa aktywów, jak instalacje wody  pitnej, linie kolejowe, elektrownie, firmy telekomunikacyjne, itd. W zamierzeniu  miał to być prywatyzacja, choć w praktyce często była przeprowadzana podobnie,  jak w Polsce dobry transformacji – majątek państwowy sprzedawany był za bezcen  lub po bardzo niskich cenach w zamian za wysokie łapówki dla polityków. Efekty  „pomocy” ze strony międzynarodowych instytucji finansowych, w tym MFW, w  przypadku Rosji były opłakane – gigantyczna korupcja oraz spadek PKB o połowę  wciągnął kraj w głęboką recesję. MFW żądał także narzucenia twardych warunków na  rozwijające się rynki finansowe, wymuszał podwyżki cen żywności, czy paliwa oraz  powodował gigantyczne zadłużenie państw ubiegających się o pomoc. Jego polityka  prowadziła do szeregu zamieszek i manifestacji, m.in. w Indonezji, Boliwii,  Ekwadorze i Etiopii.

 

Niemal dokładnie rok temu, w lipcu, węgierski  premier określił MFW jako „instytucję utrudniającą prowadzenie skutecznej  polityki gospodarczej”, która „sprzeciwia się wszystkim nowym węgierskim  posunięciom”. Charakterystyczny dla tej instytucji międzynarodowej jest sprzeciw  wobec samodzielnego kreowania rzeczywistości finansowej i gospodarczej,  odmiennego od warunków, które próbuje ona narzucać. Historia udzielonej przez  MFW „pomocy” dobitnie wskazuje, że była to raczej niedźwiedzia przysługa, której  należałoby się wystrzegać.

 

Tomasz Tokarski

pch24.pl