Dzisiaj jest: 22 Luty 2018    |    Imieniny obchodzą: Marta, Małgorzata, Piotr

Gospodarcze błędne koło...

Z dr. Marianem Szołuchą, ekonomistą, rozmawia Izabela Kozłowska. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie netto nie przekracza w Polsce 850 dolarów. To sześciokrotnie mniej niż w Szwajcarii i czterokrotnie niż w Niemczech. Co wpływa na taką sytuację?

details-images

– Rzeczywiście ceny towarów i usług w Polsce szybciej dorównują, a nawet przewyższają poziom zachodni niż płace. Szukając przyczyn takiej sytuacji, należy powrócić do początku lat 90. i spojrzeć, jakie zmiany ustrojowe, w tym gospodarcze, przyjęły ówczesne elity polityczne. Drugim bodźcem, który doprowadził do tej nierównowagi, była integracja z Unią Europejską i szerokie otwarcie rynków na zachodnie towary. Płace w Polsce są niskie i jeśli nie zmieni się polityka naszego rządu, to takie pozostaną. Podobna sytuacja jest w przypadku innych, kluczowych wskaźników makroekonomicznych, m.in. PKB per capita, które w porównaniu do poziomu tego wskaźnika u naszych zachodnich sąsiadów jest niższe około 3,5-krotnie. Nie mówię tu o krajach jeszcze bogatszych od Niemiec, jak chociażby Szwajcaria czy państwa skandynawskie.

Wspomniał Pan, że bez zmiany polityki rządu płace pozostaną tak niskie...

 Wynika to z tego, że taki model funkcjonowania systemu społeczno-gospodarczego w Polsce został świadomie wybrany przez decydentów. Wielokrotnie słyszeliśmy z ust premiera Donalda Tuska i ministrów kluczowych dla spraw gospodarczych, że Polska będzie budowała swoją konkurencyjność w gospodarce światowej głównie na niskich kosztach pracy. Jeśli zgadzamy się na takie postawienie sprawy i jeśli je akceptujemy, to nie możemy się dziwić, że zarabiamy dużo mniej niż na Zachodzie. Rzeczywiście gdyby nie to, że wynagrodzenia naszych pracowników są dużo niższe niż gdzie indziej w Europie i na świecie, to mało inwestycji zagranicznych byłoby lokowanych u nas, a polskie towary nie byłyby sprzedawane w takich ilościach za granicą.

Polscy pracownicy są skazani na zarabianie mniej niż reszta Europy?

 Oczywiście, że nie. Tak mogło być na początku transformacji, na początku lat 90. Od tego czasu wiele się zmieniło. Polska gospodarka rozwinęła się, okrzepła prywatna przedsiębiorczość. Dlatego rząd powinien był postawić na inne źródła konkurencyjności gospodarki. Mówię tu m.in. o przyjaznych dla inwestorów przepisach, rozbudowanej infrastrukturze, niskich podatkach i innych kosztach pracy – mam tu na myśli składki na ubezpieczenie społeczne. Na tym wszystkim można budować konkurencyjność. Brak odpowiedniego prowadzenia tych źródeł jest przyczyną tego, że w Polsce zarabiamy znacznie mniej niż pracownicy poza Polską. Innych przyczyn, pomniejszych, też jest wiele.

Mógłby je Pan przybliżyć?

 W polskiej gospodarce jest niski udział wysokich technologii. Ich brak czyni naszą gospodarkę mało wydajną. Wysokie technologie pozwalają na produkcję najwyżej przetworzonych towarów. One są tym, co pozwala zainwestowaną w proces produkcyjny jednostkę czynnika produkcji (pracy, kapitału lub ziemi), uzyskać najwyższy dochód. Dzięki temu najszybciej buduje się bogactwo narodu lub kraju. Jeśli Polska w dalszym ciągu będzie bazowała na tradycyjnych gałęziach przemysłu i nie wprowadzimy żadnej polityki sprzyjającej wdrażaniu wysokich technologii, a najlepiej ich generowania, czyli innowacyjności w Polsce, to nic się nie zmieni. Wskaźnik innowacyjności naszego państwa jest na poziomie krajów Trzeciego Świata. To jest istotna przyczyna, dlaczego zarabiamy mniej niż inni. Polacy chcą pracować i robią to bardzo dobrze, ale bez innowacyjności gospodarki nasza wydajność będzie niższa.

Mimo że rząd podnosi płacę minimalną, to realnie wynagrodzenia pracowników się nie zmieniają. Prywatni przedsiębiorcy przekonują, że wynika to z tego, iż w Polsce są zbyt duże koszty pracy...

 Prawda w sporze między pracodawcami a związkami zawodowymi jest wyśrodkowana. Klucz do rozwiązania sporu jest w rękach rządzących. Pracodawcy mają wiele racji, mówiąc o wysokich kosztach pracy. Spójrzmy na różnicę między wynagrodzeniem brutto a netto. Ile dodatkowych kosztów z tytułu składek na ubezpieczenia muszą płacić pracodawcy. Ta różnica jest kolosalna i niestety będzie coraz większa. Dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych stale się powiększa, a zasypuje ją budżet państwa. Do niego pieniądze nie spadają z nieba. Budżet państwa pozyskuje wszystko, czym może dysponować, właśnie z naszych podatków. Przypomnę, że dzień tzw. wolności podatkowej, wyliczany co roku przez Centrum im. Adama Smitha, przypada pod koniec czerwca. Oznacza to, że my przez prawie pół roku pracujemy na to, co oddajemy państwu, a drugie pół roku na to, co pozostaje nam w kieszeniach. Zgłębiając ten problem, widzimy, że ugodowej intencji między pracownikami a pracodawcami nie ma. Tym problemem są w rzeczywistości wysokie podatki i inne obciążenia pracy, które funduje nam państwo. W dodatku przedsiębiorcom jest trudno dawać swoim pracownikom podwyżki, w chwili kiedy muszą borykać się z coraz to nowszymi i szerszymi przepisami, które w ich działalność ingerują z roku na rok coraz głębiej. Prowadzenie własnego przedsiębiorstwa w Polsce jest dzisiaj zadaniem karkołomnym. Dlatego właściciele firm, mimo że wielu zapewne by chciało, nie jest w stanie pozwolić sobie na podwyższenie wynagrodzeń pracownikom. Tu to błędne koło się zamyka. Raz jeszcze podkreślę: klucz do polepszenia sytuacji polskich przedsiębiorców, a tym samym pracowników, znajduje się w rękach rządzących. To oni mogą zatrzymać to błędne koło. Muszą podjąć odważne decyzje, by pomóc gospodarce, m.in. obniżając poziom fiskalizmu w Polsce, a także obcinając rozdęte w wielu przypadkach wydatki publiczne.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska