Dzisiaj jest: 23 Luty 2018    |    Imieniny obchodzą: Romana, Izabela, Damian

Szewczak o przejęciu Pekao

Odzyskiwanie sektora bankowego jest konieczne, by Polska wybiła się na suwerenność gospodarczą. Nie warto się oczywiście było śpieszyć z tą transakcją,

details-images

bo każdy dzień pracuje na korzyść obniżenia tej ceny. Gdyby Włochów udało się przetrzymać jeszcze kilka dni, to być może cena byłaby o kilka miliardów niższa. 9 grudnia UniCredit musi bowiem podać informacje na temat dokapitalizowania u siebie

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł PiS Janusz Szewczak.

wPolityce.pl: PZU i PFR podpisały umowę z włoskim UniCredit, na mocy którego kupują ponad 32 proc. akcji Pekao za blisko 11 miliardów zł. To wysoka cena?

Janusz Szewczak: To bardzo istotne zdarzanie natury gospodarczej. Przypomnę jednak, że od lat alarmowałem, iż nie warto wyprzedawać i to często za bezcen majątku narodowego, w tym zwłaszcza banków. Bo kto nie ma banków we własnym kraju, ten ma niewiele do powiedzenia. Więc ta repolonizacja, czyli odzyskiwanie sektora bankowego, zdominowanego przez kapitał zagraniczny jest dziś konieczne. Pytanie oczywiście tylko za jaką cenę. Obecnie w Europie idą czasy bardzo ciężkie dla sektorabankowego, banki będą wyprzedawane i raczej będą tanieć, a nie drożeć. Kupujemy niecałe 33 proc. Pekao za kwotę blisko 11 miliardów złotych, nie jest to mało. Warto przypomnieć, że sprzedaliśmy ten bank w ramach wyprzedaży i nikt do dzisiaj za to nie poniósł odpowiedzialności. Sprzedaliśmy pakiet większościowy za 4 miliardy złotych Pekao i Włosi zarobili na tym banku w Polsce przez kilkanaście lat blisko 20 miliardów. Teraz jeszcze sprzedali go nam za blisko 11 miliardów, a więc łącznie jest to ponad 30 miliardów złotych. A jeszcze raz przypomnę, że kupili go od nas za 4 miliardy złotych. Tylko pozazdrościć takich operacji finansowych, takiej zyskowności dochodów.

W jaki sposób Pekao powinien być dzisiaj wykorzystany?

Nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów tej transakcji, a one są ważne. Zobaczymy na ile jest gotowa przemyślana koncepcja, jakie będą decyzje personalne w stosunku do tego banku, bo przecież rządzili tam niepodzielni Włosi od pewnego czasu, a wcześniej doradca premiera Tuska Jan Krzysztof Bielecki. Z sektorem bankowym jest tak, że to to nie jest jakieś perpetuum mobile do zarabiania pieniędzy, jeśli zarząd banku podejmuje błędne, szkodliwe decyzje z powodu chciwości czy braku kalkulacji ryzyka. A to przecież miało miejsce w przypadku niektórych banków działających w Polsce jeśli chodzi o tzw. kredyty frankowe. Przypomnijmy, że bank kupiła spółka z udziałem Skarbu Państwa, czyli PZU i Polski Fundusz Rozwoju. Ważne jest to, żeby Polacy nie byli podwójnie przysłowiowym jeleniem. Chodzi o to, żebyśmy coś, co tanio sprzedaliśmy, drogo nie kupowali. Musi być bowiem pewna racjonalność ekonomiczna. Niewątpliwie taki bank mądrze wykorzystany do ważnych celów rozwojowych jest na pewno bardzo przydatny. Pytanie tylko czy w ogóle warto go było tanio sprzedawać. Niewielu wtedy było przeciwników tej transakcji. Pamiętam, że byłem odosobniony w krytyce tej wyprzedaży sektora bankowego. Warto pamiętać, że dzisiaj najbardziej polski rząd krytykują ci ludzie, którzy są odpowiedzialni za tę prywatyzację 1999 roku, z wicepremierem Balcerowiczem na czele.

Ci ludzie stali także za prywatyzacją samego PZU, które już dawno mogło wyrosnąć na instytucją znaczącą w Europie.

To prawda. To była skandaliczna prywatyzacja. Sprzedano przecież tą wielką grupę ubezpieczeniowo-finansową niewielkiej firmie holenderskiej Eureko. Była komisja śledcza, która jednoznacznie stwierdziła liczne naruszenia prawa i domagała się stwierdzenia nieważności umowy prywatyzacyjnej. Później były wielkie korowody z jej unieważnieniem, z tzw. ugodą i po raz kolejny musieliśmy płacić gigantyczne kilkanaście miliardów złotych. Bo tyle kosztowały nas te nieodpowiedzialne, szkodliwe decyzje dotyczące prywatyzacji PZUPZU mogło wyrosnąć w latach 90. na jedną z największych instytucji finanowo-bankowych w Europie. Nie tylko zaprzepaszczono te szanse, ale przyczyniono się do wielkich szkód w tym zakresie. Mówię o czasach ministra Wąsacza i wicepremiera Balcerowicza.

Dziś odrabiamy tę stratę?

Dzisiaj trzeba to naprawiać. Po raz kolejny musimy płacić, bo przecież za darmo tego się nie uzyska. Ale trzeba robić to mądrze, odpowiedzialnie, nie przepłacać, nie spieszyć się i przede wszystkim przyjąć jakąś racjonalną, sensowną koncepcję uruchomienia czy wykorzystania tej grupy finansowo bankowej. Z ludźmi, którzy będą mieli wizję tego podmiotu i jego funkcjonowania dla celów wybicia się na suwerenność gospodarczą Polski. Lepiej późno niż wcale, byle nie za drogo.

Dlaczego Włosi zdecydowali się na sprzedaż banku, który przynosił im zyski?

Europa stoi dziś przed kolejnym, poważnym kryzysem sektora bankowego. Zagrożenie banków włoskich jest olbrzymie, one się muszą znacząco wzmocnić kapitałowo. Włosi więc byli trochę na przysłowiowym musiku, musieli sprzedać Pekao, choć to bank, który przynosił im można powiedzieć największe korzyści i zyski w Europie, proporcjonalnie do jego wielkości. Nie warto się oczywiście było śpieszyć z tą transakcja, bo każdy dzień pracuje na korzyść obniżenia tej ceny. Gdyby Włochów udało się przetrzymać jeszcze kilka dni, to być może cena byłaby o kilka miliardów niższa. 9 grudnia UniCredit musi bowiem podać informacje na temat dokapitalizowania u siebie.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

wpolityce.pl